wtorek, 12 sierpnia 2014

Nigdzie nie kupisz szczęścia, miłość daje je gratis.



Victoria Claire Montez 

|| 25 letnia Włoszka || 21.06.1989 || Współpracownica właściciela || 
|| Rozpieszczona córeczka tatusia || Zawsze dostaje to czego chce || 
|| Ferrari F12 || Matka dwuletniego Iana || W związku z Jamesem || 


Od dziecka była rozpieszczana i przyzwyczajana do luksusu. Oczko w głowie tatusia. Jedynaczka - z czego nie jest zadowolona - wychowywana tylko przez ojca. Rzadko okazuje uczucia i jest bezwzględna. Tylko niewiele osób z jej otoczenia potrafi dotrzeć do tak zwanej "zimnej suki bez uczuć". Victoria już jako dziecko była przyzwyczajona do tego, że ludziom nie należy ufać i tak jej zostało, aż do teraz. W wieku szesnastu lat zrobiła sobie mały tatuaż na karku w kształcie krzyża. Z wykształcenia jest psychologiem. Czasami sama czuje, że potrzebuje rady specjalisty. Nie ma pojęcia jakim cudem wylądowała w The Midnight, ale na nic nie narzeka. Victoria z pozoru może wydawać się samolubna i egoistyczna. Pragnie wszystkiego co jest najlepsze dla jej rodziny oraz co jest dobre dla niej. Nie lubi, kiedy ktoś nią pomiata i wykorzystuje. Jest typem buntowniczki i potrafi sama o siebie zadbać. Mimo wszystko lubi czuć się kochana i potrzebna. Nie pogardzi dobrym winem. Jest niemal uzależniona od kupowania różnych rzeczy - nie ważne czy to jest dla niej czy dla kogoś innego. Nie zna czegoś takiego jak dyscyplina i jeśli ktoś zacznie jej rozkazywać specjalnie będzie robiła na odwrót. Często pakuje się w kłopoty, nawet jeśli tego nie chce. Jeśli ktoś ją zdenerwuje nie potrafi normalnie rozmawiać i od razu zaczyna krzyczeć. Nigdy nie potrafi dotrzeć punktualnie na wyznaczone spotkanie i wiecznie się spóźnia. Jest już znana z tego, że przychodzi "Odrobinę spóźniona".

______________________________
Twarzyczka: Phoebe Tonkin 
Konakt: GG 50700814 
Wątki i powiązania z przyjemnością xD 
Em, to.. to bajo <3

15 komentarzy:

  1. [Powitam kolejną panią w gronie autorów! No i zaproszę do wątku z Sophie, żeby nudno nie było c:]
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  2. [Sophie może uważać Victorię za pustą dziewczynę, przez co panie mogą za sobą nie przepadać. Jeśli uda mi się wymyślić jakiś wątek z autorką Jamesa, taki wiesz, mrał wątek, to Victoria z tego powodu też mogłaby być niezadowolona, że jakaś dziwka śmie patrzeć na jej mężczyznę xD]
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  3. James zaśmiał się widząc reakcję dziewczyny na widok jego żony.
    -Skarbie, straszysz mój personel - wydukał z wyraźnym błyskiem w oku. Wstał na chwilę i zamknął drzwi na klucz, po czym wrócił za biurko. Gdy się nad, nim nachyliła momentalnie zrobiło mu się gorąco. Zamruczał z zadowolenia czując poczynania kobiety. Objął ją szczelnie ramionami i wpił się w jej wargi, a jego ręka wślizgnęła się za jej dekolt, by następnie zacisnąć palce na jednej z krągłych piersi.
    -Jest pani taka gorąca pani Montez - zamruczał jej w prost do ucha. Lekko przygryzł jego płatek, po czym złożył na linii jej szczęki oraz szyi bukiet żarliwych pocałunków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uśmiechnął się zadziornie, gdy zdjęła z niego koszulę. Zadrżał pod wpływem jej dotyku. Ułożył jej dłonie na plecach i przycisnął ją mocniej do siebie. Wdarł język do jej ust, by znacznie pogłębić pocałunek. Zamruczał, gdy poczuł jej dłonie w okolicach swojej męskości. Złapał ją za biodra i jednych ruchem posadził ją na biurku sam zaś zawisł nad nią i zerwał z niej bluzkę wraz ze stanikiem. Jego oczy w sekundzie rozbłysły. Nachylił się nad jej piersiami i delikatnie musnął koniuszkiem języka nabrzmiały sutek dziewczyny. Jego ręka zwinnie wsunęła się za jej spódnice, a następnie za materiał koronkowych majtek. Z każdą chwilą coraz bardziej ją drażnił czując jak coraz bardziej zaczyna robić się wilgotna - kręciło go to. Drażnił ustami jej sutki.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dzień dobry, wątek między współpracownicami szefa musi być, koniecznie.]

    Lola,czyli karta do tyłu

    OdpowiedzUsuń
  6. [Oczywiście, że tak tylko proszę o fajny pomysł!]

    Felix.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaśmiał się i jeszcze bardziej pogłębił swoje poczynania. Kobieta zrobiła się już na prawdę mokra. Mruknął z zadowolenia, gdy przyciągnęła go do siebie.
    -Uwielbiam cię wkurwiać, wtedy jesteś jeszcze bardziej wilgotna - szepnął i odwzajemnił pocałunek ponownie wdzierając język do jej ust. Gdy puściła jego ręce znowu zaczął drażnić jej sutki. Po kilku minutach znudziło mu się to i zdjął z niej resztę ubrania. Obsypał brzuch swojej żony czułymi cmoknięciami, by następnie zatrzymać się przy jej kobiecości, którą język zaczął coraz bardziej stanowczo pieścić. Jamesowi podobało się, to jak działa na kobietę, by jeszcze bardziej ją wkurzyć wsunął w nią dwa palce, po czym zaczął nimi rytmicznie poruszać, co świetnie współgrało z językiem na jej kobiecości.

    OdpowiedzUsuń
  8. -Oh skarbie, to dopiero początek - zamruczał i gdy poczuł jak kobieta szczytuje uśmiechnął się triumfalnie. Wyjął z niej palce i włożył je jej do buzi, po czym wyciągnął i namiętnie pocałował. Delikatnie przygryzł jej wargę i znów klęknął między jej nogami, a jego język zaczął szaleńczy taniec z łechtaczką kobiety. Uwielbiał ją prowokować do tego stopnia. Ich ciała były już dość mocno rozgrzane z każdą chwilą coraz bardziej pragnąć swojej bliskości.
    James nie przerywał. Dmuchnął kilka razy w jej kobiecość, po czym zaczął ją delikatnie ssać i przygryzać, tym z pewnością doprowadzi Victorię do obłędu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiele kobiet, które znalazły sie w The Midnight zadawało sobie to pytanie. Co one tu, do cholery, robiły? Jak się tu znalazły? Dlaczego zdecydowały się na taki krok w swoim życiu? Nawet Sophie, która już przywykła. Nauczyła się oddzielać pracę w Midnight od normalnego życia, jakie prowadziła po godzinach. Mimo wszystko, chciała się stąd wyrwać, uciec jak najdalej od tego miejsca, zapomnieć. Po prostu.
    Victorię Montez znała jedynie z widzenia, oraz tego, co mówiły jej koleżanki. Że kobieta zapatrzona w siebie, płytka, i ogólnie be. Że lepiej jej nie podpaść. Dlatego też Sophie nie pałętała się na jej drodze. Wiedziała jednak, że Victoria bywa zazdrosna o Jamesa. Chyba jak każda kobieta bywa zazdrosna o swojego mężczyznę. I gdyby Soph była na jej miejscu, zachowywałaby się podobnie.
    Idąc w stronę klubu, zauważyła ją kątem oka, mimo wszystko nie miała zamiaru zamienić z nią choćby słowa. To, że podobno ją widziała ostatnio w towarzystwie Jamesa, przecież nic nie znaczy, prawda? Sophie z nim wtedy tylko rozmawiała, nic więcej.
    Poprawiła torebkę spoczywającą na ramieniu, po czym weszła powoli do klubu, wzdychając przy tym cicho. Chryste, jak ona nienawidziła tego miejsca.
    Sophie

    OdpowiedzUsuń
  10. Spodobało mu się nagłe zagranie kobiety. Zacisnął palce na jej biodrach i jeszcze bardziej pogłębił pocałunek. Zadrżał, gdy dotknęła jego męskości, a z gardła wydobył się zduszony jęk. Nie lubił, gdy to właśnie jego żona przejmowała kontrolę, ale, mimo to nie zaprzestał jej poczynań.
    -Jest bosko - wysyczał i przygryzł dolną wargę, a fala przyjemnego ciepła zalała jego ciało.
    Opadł na krzesło i spojrzał na nią z wyraźnymi ognikami w oczach.
    -Już dobrze pani wie - szepnął i w seksowny sposób koniuszkiem języka oblizał wargi. Znowu jęknął, gdy dotknęła jego członka. Już chciał się w nią wbić, poczuć tą niebiańską jedność. Gdy zaczęła go całował on znowu zaczął drażnić jej sutki.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Cześć, dziękuję za miłe słowa!
    Jakaś szansa, że to ona przeprowadzała z nim rozmowę o pracę? ;3 Bo można pójść w tym kierunku. Ewentualnie pobawić się w coś teraz: jakaś pracownica miała problem, to on poszedł obić klientowi mordę, ale nikt nic szefostwu nie zgłosił. Szanownemu panu się to nie spodobało, więc poszedł zrobić z siebie biedną ofiarę i R. musi się stawić na rozmowę z V.? Nie wiem, ja i wymyślanie to niekoniecznie dobry pomysł :D]

    R. S. Vitour

    OdpowiedzUsuń
  12. Jęknął, gdy dziewczyna nabiła się na jego nabrzmiałą męskość. Uczucie całkowitego wypełnienia było boskie i przyprawiało Jamesa o ciarki na całym ciele. Złapał ją za biodra i zaczął jej pomagać się ruszać z każdą chwilą coraz szybciej. Pomieszczenie wypełniło się pojedynczymi jękami i sapnięciami. Wziął kobietę na ręce, nie wychodząc z niej i ułożył ją na biurku. Nogi ułożył sobie na ramionach i zaczął się poruszać. Pchnięcia były mocne i zdecydowane. Czuł, że zaraz ogarnie go spełnienie. Lubił się drażnić z kobietą, więc zaczął bardzo intensywnie drażnić jej łechtaczkę i poruszać się w niej znacznie szybciej.

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Dobra, zacznę od tego, że znalazłaś genialny gif :3 on mówi mi: "jestem panią świata" nie wiem czemu xP na wątek chęć jest zawsze, ale często pomysłów brak. Masz jakiś konkretny? ;> ]

    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  14. [Cieszę się, że Ci się podoba. Niemniej... nie chcesz zacząć, bo nie chce Ci się, nie masz czasu, nie widzisz tego, czy nie lubisz? Wybacz bezpośredniość, ale ja uznaję handel wymienny i cenię sobie szczerość. Raczej nie mam problemu z rozpoczęciem, choć pewnie zajmie to trochę, bo powoli ogarniam wszystko wokół, ale no. Chciałabym po prostu wiedzieć i zapewniam Cię, że ta wiadomość nie jest nafaszerowana negatywnymi wibracjami, czy czym tam jeszcze :3]

    R. S. Vitour

    OdpowiedzUsuń
  15. Fakt, że po dziesięciu latach przebywania w zakładzie karnym człowiek taki jak Rémi Vitour trafia w końcu do domu publicznego, żeby się pozbyć nagromadzonej przez dekadę frustracji, a jednocześnie nie zostać oskarżonym o molestowanie, okrutne traktowanie, czy krzywdzenie – w końcu płaci za ostry seks – nie powinien nikogo dziwić. Nigdy nie był człowiekiem, który dobrowolnie rezygnuje ze sfery erotycznej swojego życia i jeśli akurat nie miał stałej partnerki, pieprzył wszystko, co się rusza. A potem poznał Angie, swoją jedyną miłość i wszystko, dosłownie wszystko się zmieniło. To ona pokazała mu jak dobrze może być z tylko jedną osobą, jak wspaniałe uczucie towarzyszy szczytowaniu w ciele ukochanej osoby i jak dobrze jest mieć kogoś obok siebie przez całą noc. Wyzwoliła w nim tęsknotę, która z każdym kolejnym dniem coraz mocniej wzrastała i nie miał innego wyjścia, jak skierować swoje kroki do The Midnight w nadziei, że to choć trochę pomoże.
    Nie wiedział tylko, że kobieta, której nieustannie poszukiwał okaże się być tak blisko, ani że spotka ją w tak dziwacznych okolicznościach. Nie spodziewał się tego i sam fakt, że spotkał ukochaną w ciemnym pokoju był dla niego niemałym zaskoczeniem, ale wraz z tą chwilą podjął błyskawiczną decyzję o tym, że zrobi wszystko, żeby uwolnić ją od takiego życia, a dopóki mu się to nie uda, będzie się starał mieć na nią oko. Nie znał lepszego sposobu na to, żeby zadbać o to drugie, niż próba podjęcia pracy w tym dość specyficznym lokalu i choć nie zapowiadało się na to, by miało być to proste – cóż, jego twarz czy mięśnie mogły mówić, że jest idealnym kandydatem na ochroniarza, ale kartoteka pozostawała kartoteką: niechlubną skazą w jego życiorysie, której nie żałował, ale która obecnie dość mocno go ograniczała – postanowił się nie poddawać.
    Z uporem maniaka wypytywał o możliwość pójścia na rozmowę kwalifikacyjną i w końcu znalazł się przed drzwiami, za którymi czekało go jego osobiste wszystko albo nic w postaci kogoś, komu albo przypadnie do gustu, albo i nie. Oczywiście ze względu na to, że dopiero niedawno opuścił więzienie, nie zdążył jeszcze kupić garnituru czy choćby marynarki albo eleganckich spodni, ale włożył na siebie czarną koszulę i ciemne dżinsy w nadziei, że wygląd nie stanowi dla jego potencjalnych pracodawców większego znaczenia. Oby, bo raczej nie przewidział scenariusza, w którym miałby zostać pozbawionym szansy na doglądanie swojego skarbu.
    Zapukał do drzwi wskazanych mu przez uczynną panią w recepcji, odczekał, aż usłyszy, że może wejść, a później wziął głęboki oddech i nacisnął klamkę, by zmierzyć się z niemałym wyzwaniem. Nagle ogarnęła go panika – jak się odezwać? Dzień dobry?, Witam? – bo od bardzo dawna nie był w takiej sytuacji. Kiedy ostatni raz ubiegał się o pracę, miał dwadzieścia jeden lat i odbywało się to na neutralnym gruncie, bo przy butelce alkoholu i głośnej muzyce. Teraz jednak czekała go rozmowa z prawdziwego zdarzenia i naprawdę nie miał ochoty tego zawalić. Uspokój się, Vitour, nauczono cię, żeby się nie bać, pamiętasz?, napomniał sam siebie, dając dojść do głosu osobie, którą wykreowało więzienie.
    — Mam nadzieję, że nie przeszkadzam – powiedział, wchodząc do środka pewnym krokiem – ale byłem umówiony na rozmowę o posadzie ochroniarza – zmierzył siedzącą za biurkiem kobietę uważnym spojrzeniem, choć jednocześnie starał się, by nie było ani oceniające, ani pogardliwe. Ot, neutralne.

    R. S. Vitour

    [Mam wrażenie, że ja już też nie umiem zaczynać.]

    OdpowiedzUsuń