
Sophie Vivienne de Voyer
Rok tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty piąty był rokiem, w którym przyszła na świat. Dla tych, co lubią dokładne informacje, urodziła się siódmego sierpnia, w duszną noc. I już chyba od tamtego momentu, od pierwszego oddechu nie było jej pisane szczęście. Żyjąca na własną rękę od dwunastego roku życia, spisana na straty przez własną matkę, na ulicy znalazła się mając skończone osiemnaście lat. Od tamtego momentu imała się różnych prac, przez dłuższy okres czasu w swoim życiu pracowała za barem. Udało jej się o dziwo skończyć szkołę, dostać się na zaoczne studia. Do The Midnight przybyła dwa lata temu, z zamiarem szybkiej ucieczki z tego miejsca. Coś się nie udało, coś poszło nie tak, dlatego została. Jednakże, jakoś nie narzeka. Gdyby nie ta praca, nie byłoby ją stać na całkiem ładne mieszkanie, ciuchy, i inne zachcianki. Najstarszy zawód świata pozwolił jej w jakimś stopniu zrekompensować to, czego nie miała w dzieciństwie. W pewnym stopniu przyzwyczaiła się do tego, co robi. Jak mawia, prostytutką jest przez kilka godzin dziennie, potem jest sobą. Jest Sophie, która zaocznie studiuje dziennikarstwo, czyta książki, chodzi na zajęcia z jogi, wieczorami siada na kanapie i ogląda komedie romantyczne. Spotyka się ze znajomymi, wydaje majątek na nowe ciuchy i buty, każdego wieczoru pija herbatę cytrynową. Jest Sophie, która lubi wyjść do klubu, potańczyć, niekiedy nawet przesadzić z alkoholem do tego stopnia, że z rana nie wie, jak udało jej się dojść do własnego łóżka. Jest tą Sophie, która już czwarty raz podchodzi do zdania prawa jazdy, i powoli zaczyna tracić nadzieję na to, że kiedykolwiek będzie mogła poruszać się po drogach. Nie lubi autobusów oraz metra, bo tak wielki ścisk ją po prostu przeraża. Klnie, kiedy się ze złości, marszcząc przy tym zabawnie nos. Boi się starości, bo mówi że zmarszczki do niej nie pasują. Sprawia wrażenie osoby niedostępnej, choć prawda jest taka, że uwielbia towarzystwo innych. Ogółem, sprawia wiele pozorów, i potrzeba wiele czasu, aby ją poznać.wątunie <3
[Ouuu cudowna Panienka! <3 Życzę miłej zabawy na blogu :)]
OdpowiedzUsuńJames.
[Podglądałam, wybacz ! No i bardzo mi się karta podoba, świetnie napisana, serio! No i Buźka piękna, generalnie ohy i ahy, chodź do mnie na wątek i dziwne powiązanie, błagam! <3]
OdpowiedzUsuńFelix.
[Dobrze napisana karta, śliczny wizerunek <3 Razem z Fleur zapraszamy do siebie i życzymy duuużo weny, bo na pewno się przyda! Sophię dodam do spisu, jak tylko zaloguję się na e-maila.]
OdpowiedzUsuń[Uwielbiam imię Sophie i uwielbiam to zdjęcie, więc witam ciepło w naszym niewielkim, jak na razie, gronie. Podoba mi się, że zrobiłaś z niej normalną dziewczynę z krwi i kości, która przez kilka godzin jest prostytutką, a potem po prostu jest sobą. Sophie ma u mnie plusa za dziennikarstwo, herbatę cytrynową i jogę. :)]
OdpowiedzUsuńLucia
[Dobra pokręcone to to nie będzie, ale może byli ze sobą w latach młodzieńczych? Generalnie Fe znalazł żonę już w liceum, ale mogę im zrobić, że przykładowo 2 lata nie byli razem bo postanowili zrobić sobie przerwę no i w tym czasie Felix był z Sophie. Do tego dodałabym jeszcze, że skoro studiuje dziennikarstwo to być może kazali im udać się do jakiegoś na jakąś praktykę coś teges? No i tam przykładowo by się spotkali i albo coś by między nimi zaszło, albo zupełnie nie i dopiero zdziwiliby się w Midnight? mało pokręcone, wybacz..]
OdpowiedzUsuńFelix.
[Miałam kiedyś postać o tym imieniu, więc sentyment pozostał. Skoro piszesz, że to twoje pasje to możemy sobie przybić piątkę, no, może oprócz tej jogi. :D Chociaż gdybym tylko miała okazję i czas to z chęcią bym się zapisała na jakieś zajęcia. Myślimy nad wątkiem dla naszych pań czy nie przepadasz za damsko-damskimi?]
OdpowiedzUsuńLucia
[To ja odwrotnie, czasem jestem tak mało porywcza, że aż ospała. Nie przeszkadza mi tkwienie w jednym miejscu i pozycji przez dłużej, niż pół godziny. A joga wydaje mi się świetnym sposobem na wyciszenie i poukładanie myśli. Kondycja fizyczna pewnie ma tam spore znaczenie. Skoro tak stawiasz sprawę to masz może jakiś pomysł w zanadrzu?]
OdpowiedzUsuńLucia
[Miałam okazję już z Tobą pisać (Xavier i Dante Queen z Chicago) i muszę przyznać, że było bardzo miło. Może tym razem skusisz się na jakiś wąteczek, najlepiej jakiś gorący bądź jakiś inny, wiesz zawsze wszystko można ustalić :) ]
OdpowiedzUsuńJames.
[Zaczełabyś? Bo nade mną odpisy wiszą ;p]
OdpowiedzUsuńFelix.
[Masz pomysł jak zacząć? :3 Jak podrzucisz jakiś pomysł to mogę coś sklecić xD]
OdpowiedzUsuńVictoria.
[Na pocieszenie mogę powiedzieć, że Xavier wróci, ale nw kiedy, więc trzymaj mu posadę tatuśka xD No to tak żona Jamesa jest na blogu, a ja zdrad nie lubię (taki świętoszek jestem), więc zróbmy jakiś przyjazny wąteczek. Może Sophie i James będą przyjaciółmi w pracy i po pracy?]
OdpowiedzUsuńChryste, jakim cudem ona - Victoria Montez wylądowała w takim miejscu? Za cholerę tego nie pojmowała. Nie no serio... Ech. Dziewczyna wywróciła oczami i wyszła z budynku. Z czerwonej torebki wyjęła paczkę Marlboro. Nienawidziła palić, ale tym razem musiała. Tego było dla niej już za dużo.
OdpowiedzUsuńWsadziła papierosa do ust i od razu się nim zakrztusiła. Odrzuciła go od siebie i przygniotła końcówkę czubkiem buta.
- Nie będę sobie truć życia - mruknęła do siebie.
Victoria uniosła głowę i zobaczyła jedną z pracownic Jamesa. Nie lubiła ich wszystkich. Większość z nich patrzyła na niego jak na zwierzynę, którą chcą upolować. Dziewczyna przekrzywiła głowę. Nigdy wcześniej jej tutaj nie widziała. Albo nie chciała widzieć. Mimowolnie ruszyła w jej stronę nie będąc pewną czego od niej chce.
Victoria.
[Spotkanie na... Hm, parkingu zawsze spoko :D]
Jego przyszłość była z góry zaplanowana mimo, iż poczęty został z czystego przypadku. Matka – pediatra, która nie wiadomo jakim cudem wytrwała w tym zawodzie 30 lat bez kompletnego podejścia do dzieci i ojciec stolarz mający fach w ręku czyli to czego podobno Felixowi zawsze brakowało. Miał być księgowym, tymczasem zhańbił rodzinę zajmując jedno z czołowych stanowisk w The Future. Sam, był z siebie niezmiernie dumny, że w dziedzinie pisarstwa zaszedł tak daleko bowiem od zawsze gryzmolił na kartce jakieś felietony czy też inne tego typu artykuły. Studiując ten haniebny kierunek nigdy by nie przypuszczał, że jego kariera i możliwości pisarskie osiągną tak wysoki szczebel. W The Future zaczął swą przygodę kilka lat temu na stanowisku dziennikarza do spraw kryminalnych. Nigdy nie chciał siedzieć w biurze i jedynie liczyć, zestawiać i przeglądać faktury, dlatego mimo stanowiska wice naczelnego jako ostatni garnął się do takowej pracy. O wiele bardziej wolał wyruszyć gdzieś w miasto i poszukać ciekawego materiału, o którym będzie głośno przez kilka następnych dni. Czasu niestety miał na tyle mało, że to dziennikarze zbierali materiały, a on ingerował jedynie w składanie całego numeru – co trzeba było przyznać nie było wcale łatwą pracą. Lubił to. Mimo iż był odpowiedzialny za pracę innych, mimo i Andrew – naczelny – zostawiał go bardzo często Biwie musiał załatwiać sprawy wydawnictwa po a granicami Francji.
OdpowiedzUsuńTrafiła do jego wydawnictwa zupełnym przypadkiem. Szczerze mówiąc wszystkie wspomnienia wróciły do niego w chwili, gdy przestąpiła próg jego gabinetu: nienagannie ubrana, z seksownym ułożeniem włosów i głosem, który nawet podczas stażu przyprawiał go o gęsią skórkę. Przeżyli krótki, ale bardzo burzliwy i namiętny związek. To Sophie wprowadziła Felixa w erotyczne życie bowiem Madeleine wzbraniała się przed tym do 23 urodzin – nie wiedzieć czemu. Żałował, że wziął sobie za żonę cnotkę, a nie osobą, która prócz wspólnych rozmów rozpala go do czerwoności i potrafi zająć się nim w każdej sytuacji – na dobre i na złe. Pamiętał, że był prawie pewien, że to z nią chce budować przyszłość, jednak wtedy uczucia do blondynki wróciła niczym kaskada kul, rozrywając go od środka. Wrócić do Madelaine i nawet teraz żałował, że tak pochopnie podjął pewne decyzje – cóż, bywa.
Cieszył się, że była u niego na stażu, że mogli powspominać stare czasy, wypić kilkanaście kaw razem i zjeść lunch opowiadać co słychać u każdego z nich. Okłamywali się. Zresztą, w życiu Felixa kłamstwo było o wiele bardziej prawdopodobnie niż prawda bowiem jego życie nie składało się z pasma szczęśliwych wydarzeń, jak się niektórym wydawało.
Znajomość ponownie się urwała mimo, iż brunet chciał zadzwonić do swej byłej dziewczyny i umówić się na przysłowiową kawę czy cokolwiek innego. Gdyby nie awantura w domu, gdyby tylko żona zrozumiała, że Sophie nie jest dla niej zagrożeniem – pomijając pozycję Chloe, która z dnia na dzień w sercu bruneta, robiła się coraz ważniejsza. Gdyby. Można było wyliczać jednak numer telefonu Madeleine usunęła tak szybko jak dowiedziała się, że Sophie znów pojawiła się w życiu bruneta.
Nie spodziewał się, że spotka kogokolwiek i choć przechadzał się korytarzami Midnight bez większego celu jakaś postać przykuła jego uwagę. Dopiero po kilku sekundach silnego przyglądania się rozpozna dziewczynę. To była jego była. Jego Sophie. Z jednej strony poczuł ukłucie, z drugiej wiedział, że każdy żył według zasad, a skoro on sam nie chciał być przez nikogo oceniany, nie powinien wydawać oceny.
Podszedł do brunetki z szelmowskim uśmiechem i dziękował właścicielowi, że dał tu tak słabe oświetlenie, które w tej chwili ratowały jego honor. Kobiece piękno działało na niego w jeden sposób i choć zwykle umiał powstrzymać swój drugi mózg, przy niej czuł, że wypukłość w jego jeansach zaczyna być widoczna.
- Cieszę się, że Cię widzę. – dodał po chwili po czym odchrząknął głośno.
Felix.
Kłamstwo ich obojga wyszło na jaw tak szybko jak w czasach licealnych zostali parą. Wszystko było nieprzemyślane, jednak jako tako działało, póki osoby trzecie się nie wpieprzyły.
OdpowiedzUsuńPowinni być wobec siebie szczerze. Powinni wyjawić najgorsze sekrety bowiem znali się już tyle lat i wbrew wszystkiemu, nadal sobie ufali. On powinien wyjawić jej, że małżeństwo z Mady jest jedynie fikcją, że jest to bajka, do której kobieta sama pisze sobie scenariusze na siłę osadzając go w roli głównego aktora. Powinien powiedzieć, że praca dziennikarza nie ma samych plusów i że kilka dni temu o mało co nie dostał zawału dowiadując się, że jedna z prostytutek zapomniała zażyć przeznaczonej dawki leków antykoncepcyjnych. Powinien wyjawić – przede wszystkim przed samym sobą – że chyba zadurzył się w jednej z prostytutek i to nie chodzi już o samą przyjemność fizyczną, bowiem ich znajomość opiera się na czymś innym. Powinien powiedzieć, że zamiast wynająć swoje mieszkanie kawalerstwie zostawił by móc spotykać się tam z Chloe. Powinien cholernie dużo jednak zabrakło mu zwykłej, cywilnej odwagi by przyznać się do kolejnych porażek. Jego życie to był jeden, wielki szit i bagno kłamstw, z które już nie potrafił się wyplątać.
- Nie uciekam. – powiedział choć doskonale wiedział, że usiłuje sprzedać swej towarzyszce kolejne, wielutrne kłamstwo. – Mady nie byłaby zadowolona gdyby dowiedziała się, że rozmawiam z Tobą. – prychnął rozbawiony przyznając, że ta sytuacja jest naprawdę komiczna. – Chodzę do burdelu, a ona za swoje największe zagrożenie uważa Ciebie, a nas przecież już nic nie łączy. – dodał z jeszcze większym rozbawieniem przypominając sobie wyraz twarzy blondynki, który mówił to Sophie jest wszystkiemu winna, to przez nią już nie chcesz się ze mną kochać. Madeleine zawsze widziała problem we wszystkim tylko nie w sobie. – Zrobiła mi awanturę jak tylko dowiedziała się, że odnowiliśmy kontakt.
- W sumie to nie. – pokręcił negując, głową i zagryzł wargę. – Byłem u Jamesa, ale w jego gabinecie pustki więc pomyślałem, że może sprawdza co słychać w klubie, ale się przeliczyłem. – wyjaśnił uśmiechając się serdecznie jakby tym chciał rozładować napięcie panujące w korytarzu. Wiedział, że to spotkanie nie było tym o czym marzyła dziewczyna, jednak stało się. – Jak masz chwilę wolnego to możesz skoczymy gdzieś pogadać? Głupio to wszystko wyszło.
Felix.
[Cześć, cześć. Dziękuję za powitanie i za miłe słowa i Twoje ślinienie się do niego jest w pełni zrozumiałe – wyobraź sobie, co przeżywałam, kiedy je wybierałam! Swoją drogą zdjęcie Sophie jest śliczne, lubię takie.
OdpowiedzUsuńPomysłów wysokich lotów to ja niestety nie mam i wątpię, by to się miało zmienić, ale mogę zaproponować, że był jej klientem na samym początku, jak się tam pojawił (pewnie dwie/trzy sesyjki), a że on lubi na ostro, bywa niemiły i generalnie ciężko go zadowolić, to pewnie była do niego sceptycznie nastawiona jako człowieka. Mógł więc, już jako pracownik, uratować ją przed czyjąś nachalnością (ktoś pijany zaczepił ją, a ona nie może się wyrwać), albo nawet (ale tu nie wiem, co Ty na to) usłyszał nietypowe krzyki dochodzące z jej pokoju, wpadł więc bez pardonu do środka i widząc, że jej klient się w zasadzie nad nią znęca, najpierw go pobił, wywalił, a potem się nią zajął. Bez przesadnej troskliwości, ale mimo wszystko całkiem szczerze, bo krzywdy kobiet nie toleruje (kwestia złych doświadczeń). Jeśli wolisz coś lżejszego to mów.]
R. S. Vitour
[Cieszę się, że Ci się podoba. Jeju, odzyskuję ostatnio wiarę w siebie, ludzie kupują moje pomysły! :D Oczywiście, rozumiem i poczekam, bo nigdzie mi się nie spieszy :3]
OdpowiedzUsuńR. S. Vitour
Okej, Victoria wcale nie był zazdrosna. Nie, ona nie była zazdrosna o Jamesa. Ufała mu w stu procentach i wiedziała, że nigdy by jej nie zdradził. Nie podobało się jej tylko to, że wiecznie kręci się obok niego tyle dziewczyn. Zawsze przy jego boku wiedziała jakąś młodą - prawdopodobnie pracownicę. Nawet jeśli tylko z nimi rozmawiał w pewien sposób dziewczyna czuła się odtrącona, ale cóż... Właściciel burdelu miałby nie rozmawiać ze swoimi pracownicami? No właśnie.
OdpowiedzUsuńMontez weszła do środka. Przed chwilą z tego miejsca uciekła, a teraz znowu tam wracała. Dobra; chciała coś od tej dziewczyny, ale sama nie była pewna czego. Porozmawiać? O tak; czuła się tutaj samotnie, a jej przyjaciółka z Midnight - Chryste, mieć prostytutka na przyjaciółkę? Cóż tylko jej ufała - akurat wyjechała.
Victoria ruszyła w stronę Sophie. Nie miała jej nic do zarzucenia - będzie udawać, że nie wie o tym, iż widziała ją z Jamesem. Przecież nie są dziećmi i nie będą się jak dzieci zachowywać.
Dziewczynę znalazła przy barze. Neutralne miejsce? Jak najbardziej.
- Martini dla tej pani - kobieta zwróciła się do barmana jednocześnie siadając obok niej na wysokim krześle - Spokojnie. Ja nie gryzę.
Victoria Montez.
[Palce mnie bolą od klikania w klawisze x_x Może Vick i Sophie się zaprzyjaźnią?]