
Felix Humphreys
32 lata na karku | 10 lat małżeństwa | klient z kartą gościa honorowego
Jego życie z pewnością nie było usłane różami: począwszy od
poczęcia z przypadku, kończąc na wiecznie niezadowolonych rodzicach, którzy
nawet teraz zatruwają mu życia. Z drugiej strony nie było również pasmem nieszczęść
więc nie ma co narzekać. Skończył dziennikarstwo, należało by wspomnieć, że z
wyróżnieniem, podjął pracę w jednym z bardziej znanych wydawnictw, już w liceum
znalazł wybrankę swego serca i gdyby nie fakt, że żadne uczucie nie jest
wieczne, a rodzice już w kołysce zaplanowali mu przyszłość, w których mniemaniu
powinien być ekonomistą, pewnie wiódłby teraz całkiem szczęśliwe życie. Przynosiłby
ukochanej śniadanie do łóżka i obdarowywał kawalkadą pocałunków na przywitanie.
Prawiłby jej komplementy, bo doskonale wiedział jak wiele kompleksów siedzi w
tej małej, blond główce. Zakochani do granic możliwości zdecydowaliby się na
dziecko, po czym z malutkim Humphreys’em jeździliby do rodziców na święta ciesząc
się swoją obecnością.
Na życie nie można wiecznie patrzeć przez różowe okulary.
Nie można tolerować przyzwyczajeń, które poprzez miłosną mgłę były dotychczas
niedostrzegalne. Pewnego dnia trzeba stanąć i zastanowić się nad swoim życiem. Nad
przyszłością i pragnieniami. Fe mógłby odejść. Mógłby zostawić wszystko za sobą
i zacząć beztroskie życie singla Tymczasem zdradza żonę, kłamie jej prosto w
oczy i prosi Boga by ten wybił blondynce pomysł o dziecku, z głowy. Boi się
braku stabilizacji. Boi się co ludzie powiedzą i jak zareagują rodzice, bo choć
ma ponad trzydziestkę chciałby chociaż po części spełnić ich wygórowane
oczekiwania.
Zdaje sobie sprawę, że jego poczynania nie są prawe, że powinien rozwieść się z nieświadomą niczego Madeleine bądź zrezygnować z eskapad w Midnight. Wie, że gdyby wszystko wyszło na jaw zraniłby sporą ilość osób, jednak mimo to nie miewa nawet wyrzutów sumienia, nie zgrzyta zębami gdy żona zasypuje go stertą pytań, nie usprawiedliwia się przed samym sobą kiepskim seksem czy wypalonymi uczuciami. Nigdy nikogo nie usprawiedliwiał i nie rozgrzeszał. Uważa bowiem, że nieistotne są pobudki, bo te być może są dobre, ważne jest jednak to do czego nas one pchają. Dlatego właśnie nie żałuje żadnej dziewczyny, z którą przyszło mu spędzić urokliwą noc. Dlatego nie chce słuchać ich lamentów i narzekań. Nie chce widzieć ich płaczu. Delikatność lubi tylko w wykonaniu jednej dziewczyny. Od innych oczekuje kreatywności i pewności siebie bo przecież skoro płaci to wymaga. Traktuje to jak zabawę, nie ma dziwnych fetyszy, a pejcze to nie jego bajka.
_______
Faworyzuję, a jakże!
I mam panią do oddania.
[ Bardzo chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o tej Pani! :)
OdpowiedzUsuńplastikowe.krzeslo@gmail.com ]
[Piszemy, piszemy tylko pozostaje kwestia tego czy się znają, czy się nie znają, bo istnieje możliwość, że jeszcze na siebie nie wpadli. Fleur pracuje w The Midnight zaledwie od dwóch miesięcy, dodatkowo jest w pewnym sensie nowicjuszką, dlatego jako klient mógł czuć się zniechęconych i od razu skreślić ją z listy. Albo jeszcze lepiej. Któregoś popołudnia wpadła mu pod samochód, z trudem wyhamował, a teraz widzą się ponownie w domu publicznym. Przyznam szczerze, że od wymyślania nieco bardziej wolę zaczynanie, dlatego jeśli masz inny pomysł, śmiało dawaj :D]
OdpowiedzUsuńFleur
[Mi tam wszystko odpowiada, zacznę za moment. A! I zapomniałabym. Jaką długość wątków preferujesz? :D]
OdpowiedzUsuńFleur
Paradoksalnie Fleur bardzo szybko zaaklimatyzowała się w nowym miejscu pracy i pogodziła z tym, że teraz jest panią lekkich obyczajów. Porzucone studia matematyczne wciąż kusiły niezależnością, jednak nie łudziła się, iż w najbliższym czasie powróci na uniwersytet, kiedy połowę swojej pensji z pracy posyła matce na leki. Utknęła w The Midnight na dobre, nawet nie próbowała zaprzeczać prawdzie. Luksusowe ściany domu publicznego stały się jej domem, choć minęły dopiero dwa miesiące od przekroczenia progu tego miejsca. Czasami czuła do siebie obrzydzenie, a czasami myślała, że nic nie jest w stanie pozwolić lepiej zapomnieć, niż przygodny seks z klientami, co oczywiście było wierutnym kłamstwem, bo wspomnienia dawały o sobie znać w każdej chwili i była naiwna, jeśli sądziła, że będzie inaczej.
OdpowiedzUsuńWtorkowy wieczór to kolejny wieczór zapełnionego po brzegi grafiku. Mogła tylko się cieszyć, jak szybko pozyskała dobrą opinię wśród gości, inaczej poważnie zastanawiałaby się nad sensem pracy w burdelu, gdzie nikt jej nie chce. Tak się na szczęście, bądź i nie szczęście nie złożyło. Mimo zmęczenia, miała wciąż jeszcze spory zapas sił gotowych do wykorzystania z następnym klientem do odznaczenia na liście. Kiedy w recepcji przekazano jej wszystkie informacje i dopełniono formalności, Fleur weszła po schodach na pierwsze piętro. Do pokonania miała jeszcze dwa, lecz zatrzymała się na chwilę, bo przypomniała sobie, że musi zajść po kluczyk do pokoju. Bez zastanowienia zawróciła. Wydawała się na tyle pochłonięta myślami, iż jej mózg nie rejestrował połowy rzeczy dziejących się na zewnątrz.
Korytarz pierwszego piętra wyglądał na nieco opustoszały, dodatkowo światło też nie było zbyt mocne, co na pewno składało się na fakt „robienia” odpowiedniego klimatu. Fleur pochyliła się koło drzwi do kantorka, aby podnieść niewielki złoty kluczyk, który wypadł jej z satynowego szlafroczka.
[Dziękuję serdecznie. Podglądanie wybaczam, bo sama się tego dopuściłam, jak tylko zobaczyłam, że tworzysz postać o imieniu Felix. Świetne zdjęci! Gdyby ulubiona prostytutka Feliksa nie była już zajęta to zaproponowałabym na to stanowisko moją panią. A tymczasem chodzi mi po głowie tylko jakaś relacja z przeszłości. Może Felix swego czasu znał matkę Lucii, poznali się na wakacjach i zaprzyjaźnili, kobieta mu zaufała, przez co wiedział o jej profesji, a nawet znał małą Lucię i przez czysty sentyment chciałby się teraz dziewczyną zaopiekować?]
OdpowiedzUsuńLucia
[Wiesz, mnie chodziło raczej o coś takiego, że on Lucię kojarzy z tamtych lat, kiedy przyjaźnił się z jej matką, ona go niekoniecznie, w końcu miała tylko kilka lat. Mogła zobaczyć Feliksa na pogrzebie, o ile w ogóle się na nim pojawił, ale nie wiedziałaby, kim jest. Wątek możemy zacząć od tego, że Felix zażyczył sobie pewnego razu jednej z najmłodszych prostytutek, padło na Lucię, poszliby do pokoju, a on w osiemnastolatce rozpoznałby tamtą małą dziewczynkę, z którą czasem się bawił. W takiej sytuacji może zamiast seksu wybrałby rozmowę, bo nie umiałby zapomnieć o tym, że jest córką jego dawnej przyjaciółki?]
OdpowiedzUsuńLucia
Do tej pory Fleur nie miała problemu z nachalnymi klientami, ochrona nie była potrzebna, a wszystkie zasady bezpieczeństwa pozostawały nienaruszone. Tutaj dbano o dziewczęta, choć na pierwszy rzut oka wydawało się to prześmieszne, przecież prostytutki w burdelu były tylko zwykłymi nic nieznaczącymi dziwkami i nie potrzebowały niańczenia ze strony szefa. Rzecz w tym, że The Midnight zostało powołane do tego, aby zapewniać jakieś standardy obu stronom, nie jedynie klientom. Dzięki temu każdy czuł się zadowolony, miał nieograniczoną swobodę i interwencje zdarzały się naprawdę bardzo rzadko. Fleur nie była doświadczoną kobietą, więc kiedy trafiła tutaj, dopiero się uczyła. Nigdy wcześniej nie miała aż tylu kochanków i to sprawiało, że choć początkowo czuła się nieco przytłoczona wymaganiami, z czasem nabrała pewności siebie. Lubiła czuć się adorowana oraz kokietowana. Lubiła mieć władzę nad mężczyznami, bowiem doskonale wiedziała, co robi z ich umysłem, odsłaniając choćby zaledwie skrawek wypielęgnowanego ciała. W większości wszyscy faceci byli bardzo przewidywalni.
OdpowiedzUsuńFelix, bo tak ponoć miał na imię jej pierwszy gość, nie oczekiwał uległości i bezbronności. Dawała mu to, czego pragnął i nie chciała niczego w zamian. Zresztą, jak się później okazało, nie zależało mu tylko na własnych potrzebach i razem przeżyli naprawdę dobre chwile. Nie przypominała sobie, aby po nim trafiła na klienta z tak dużym rozmiarem noszonym w spodniach, co było naprawdę godne podziwu. Potem spotkali się jeszcze dwa, może trzy razy, ale za każdym razem towarzyszyły temu niecodzienne okoliczności. Zdążyła już się chyba przyzwyczaić do dziwnych upodobań pana Humphreys’a.
Wiele można zarzucić Fleur, ale na pewno nie to, że spóźnia się na spotkania z umówionymi klientami. Ostatnie, czego było jej trzeba, to inny mężczyzna, kiedy wcale nawet nie starała się nikogo prowokować. Niemal wszystkie dziewczyny, idąc na spotkanie, paradowały po korytarzach w bieliźnie, więc sądziła, że klienci zdołali przywyknąć i powstrzymać swoje popędy.
Prychnęła cicho, ale też momentalnie zadrżała, czując, jak dreszcz przechodzi po całym jej ciele. Zapach drogich, męskich perfum drażnił w przyjemny sposób nozdrza. Lubiła to. Sama musiała jednak się opanować, ponieważ pozostało jej mało czasu. Najlepiej będzie po prostu spławić osobnika. Naprawdę miała taki zamiar, lecz on był szybszy i zrobił coś, czego się zupełnie nie spodziewała. Kluczyk ponownie wypadł jej z dłoni. Musiała na chwilę znieruchomieć. A potem z westchnieniem zdała sobie sprawę, że właśnie znajduje się w ramionach Fe. Jeśli sądził, że gdzieś z nim pójdzie, to grubo się mylił! Tak, to na pewno była kusząca perspektywa, niemniej Fleur miała inne obowiązki.
I już planowała ucieczkę…
- Spóźniłeś się. Jestem zajęta - zamruczała. Przebiegły uśmiech zagościł na jej ustach, kiedy delikatnie obróciła się twarzą w jego stronę. Na pożegnanie - oczywiście w jej mniemaniu - musnęła gorące wargi mężczyzny.
Z Felixem seks nigdy nie był przereklamowany i zawsze niósł ze sobą masę miłych doświadczeń. Czasami zastanawiała się, gdzie wylądują następnym razem, bo skoro powoli odhaczali już z listy kolejne niestandardowe obiekty, była w stu procentach przekonana, że mężczyzna znowu wykaże się inwencją twórczą i wmanewruje Fleur w coś nieprawdopodobnego. Skłamałaby mówiąc, jak wielkie już próbowała, jak wiele umiała, wszak jeszcze trzy miesiące temu stosunek kojarzył jej się z dość nudnym, pozbawionym namiętności aktem, o którego niezwykłości tak nachalnie przecież wspominano na każdym kroku w książkach lub filmach. Najwidoczniej to jej były chłopak nie potrafił się wystarczająco postarać, choć jako pierwszy zaczął nalegać na rozpoczęcie nowego etapu w ich związku. Dzisiaj mogła go, co najwyżej wyśmiać, ale to też nie znaczyło, że wszyscy goście The Midnight byli wprawnymi kochankami. Prawie większość z nich przychodziła tu się raczej zaspokoić, aniżeli pobawić, dlatego szybko się nakręcali i szybko kończyli. Wcale im nie zależało na Fleur. Przeważnie kończyli w burdelu, bo pokłócili się z żoną, dziewczyną, bo wyjeżdżali w delegacje i nie chcieli samotnie spędzać tego czasu. Powodów znalazłoby się mnóstwo, a Felix miał stuprocentową rację. Najpewniej w pokoju czeka na nią ktoś, kto nie przyczyni się do fantastycznego orgazmu, kto sprawi, że zbliżenie wypompowane będzie z wszelkich emocji, a na koniec ostentacyjnie rzuci na łóżko zwitek banknotów.
OdpowiedzUsuńRoześmiała się, czując na plecach chłód bijący od ściany i choć nawet nie próbowała przerwać pocałunku, wiedziała, że jest już na straconej pozycji. Mimo to, chciała się trochę z nim podrażnić, poudawać niedostępną, aby moment, kiedy dotrą już do celu sprawił obojgu nieopisaną przyjemność. Czuła na policzku przyjemne drapanie zarostu. Zadrżała w reakcji na rozkoszne pocałunki. Kiedy zsunął się niżej i musnął sterczący sutek, mimowolnie zgięła nogę w kolanie i uniosła ją w górze. Była bardzo podniecona. Wręcz desperacko zapragnęła bliskości jego ciała, brak zaspokojenia dawał o sobie znać. Czy to się przypadkiem nie nazywała seksualna frustracja? Gdyby teraz zostawiła Felixa, przed spotkaniem z umówionym klientem sama musiałaby zrobić sobie dobrze, bo nie dałaby rady wytrzymać.
- Co wymyśliłeś tym razem? - wyszeptała, mrużąc oczy z rozbawieniem. Zgadzała się. Tak, zgadzała się z nim pójść tam gdziekolwiek ją zaprowadzi. Z chwilą zawahania podała mu drobną dłoń i odepchnęła się od ściany zgrabnym ruchem. Potem - jak gdyby nigdy nic - poprawiła podwiniętą miseczkę stanika.
Fleur
[Cześć, akurat mam pewien pomysł. Wpierw upewnię się - Felix nadal pracuje w wydawnictwie? Bo jeśli tak, to można byłoby ich ze sobą zetknąć podczas stażu Roxanne właśnie w większym wydawnictwie, gdyż ona nie do końca wie, którą ze specjalizacji wybrać, więc próbuje wszystkiego po kolei. Mogłaby sobie obrać za cel uwiedzenie go, aż któregoś razu spotkaliby się w Midnight i zdziwko. ;D]
OdpowiedzUsuńRoxanne Savagaar
[Jak najbardziej mi to odpowiada :)]
OdpowiedzUsuńJames
Fleur nie wiedziała nic o życiu prywatnym Felixa, nie wiedziała, że ma żonę, choć też nie spodziewała się, aby był samotnym facetem. Dopóki nie widziała obrączki na jego palcu, postanowiła nie drążyć w myślach tego tematu, a fakt, iż w mieszkaniu na drugim końcu miasta mogła czekać na niego inna kobieta, z którą prawdopodobnie był związany, zepchnęła na boczny tor. Wcale jej to nie przeszkadzało, właściwie starała się nawet nie zagłębiać w takie tematy, bo świadomość, ile znaczy dla tych wszystkich ludzi, była po prostu przygnębiająca. Pracowała w burdelu, a więc jej psim obowiązkiem było dawać rozkosz, niemniej dla tych wszystkich facetów stanowiła tylko ładny dodatek, spełnienie najskrytszych fantazji, których nie mieli prawa urzeczywistnić w domu. Niektórzy nawet nie chcieli, bowiem uważali, że żona to przecież nie dziwka i jej ciału należy okazywać szacunek. Co innego młoda, ładna dwudziestolatka - idealna do pieprzenia bez zobowiązań. Delaunay wybrała takie życie i mogła jedynie żałować własnej głupoty. Rzecz w tym, że nie miała wyjścia, a przynajmniej w jej mniemaniu idealne wyjście nie istniało.
OdpowiedzUsuńFelix był mężczyzną, w którym można się szaleńczo zakochać, a potem płakać przez niego całą noc do poduszki. Chwała niebiosom, że Fleur potrafiła panować nad własnymi uczuciami i idealnie oddzielała od siebie te dwa aspekty życia - prywatny oraz służbowy.
Głupio zrobiła, schylając się po kluczyk w samej bieliźnie. Równie dobrze na miejscu znajomego klienta mógł pojawić się ktoś inny, kto równie bezwstydnie dotykałby jej ciała, a wtedy raczej nie byłaby zadowolona. Faceci przekraczając próg The Midnight przeważnie do reszty tracili zdrowy rozsądek. Zwłaszcza ci, którzy seksu nie uprawiali od niepamiętnych lat.
Nie ukrywała zaskoczenia w momencie wejścia na dach, gdy roztoczył się przed nią piękny widok panoramy miasta i przygotowane atrybuty. Tak, nie robili tego jeszcze na dachu, a tym bardziej na mało stabilnej siatce. Fleur uśmiechnęła się pod nosem.
Kilka minut później rzeczywiście leżała unieruchomiona w samej bieliźnie. Widziała, jak Felix pożera ją wzrokiem i prawdę powiedziawszy, była z siebie dumna, że potrafi doprowadzić go do takiego stanu nieopamiętania. Domyśliła się, co planuje. Zdradził się swoimi subtelnymi ruchami oraz delikatnymi pieszczotami, sprawiając, że materiał koronkowych stringów zrobił się bardzo wilgotny. Nie, Fleur nie zamierzała mu popuścić.
Bez ostrzeżenia rozsunęła miękkie wargi językiem, po czym przedarła się do wnętrza ust, pieszcząc dokładnie ściany podniebienia. Drobne dłonie umieściła na ramionach i zwinnie odbiła się, siadając na brzuch mężczyzn okrakiem, nie przerywając jednak pocałunku. Uciekające z zamarłych miseczek piersi znalazły się tuż nad twarzą Felixa, zaś opuszki palców automatycznie przesunęły się po zarysie szczęki, by powoli dotrzeć do kołnierzyka koszulki. Zamruczała cicho. Przyjemny letni wiaterek muskał jej nagą skórę wywołując gęsią skórkę. Była przygotowana na jego kolejny ruch.
[Dokładnie tak, możemy też urozmaicić sytuację, bo Roxanne jest prawdziwą klęską żywiołową, która co dotyka, to psuje, więc będzie śmiesznie jak zaleje go kawą lub coś w ten deseń. Proponuję na początek wątek w wydawnictwie, a później przeniesiemy akcję do Midnight. A jak wygląda sytuacja u Felixa? Właściciel, czy pracownik wydawnictwa? I jaka jest jego nazwa? (;]
OdpowiedzUsuńRoxanne Savagaar
[Wątkujemy, jak najbardziej. Mi akurat najlepiej wychodzą te wątki męsko-męskie xd Co do długości watków, to za cholerę nie umiem pisać długich, zazwyczaj moje odpisy są krótkie bądź średnie :)]
OdpowiedzUsuń[Jezu, tak chwalą, że aż siedzę i cieszę ryjka przed laptopem <3 Wątek jak najbardziej, pokręcone powiązanie jeszcze bardziej! Ale wymyśl, bo ja nie lubię wymyślać, ja mogę zacząć c:]
OdpowiedzUsuńSophie
[Na początku nie będzie wiedziała o tym, że jest klientem - ona przychodzi na umówioną godzinę, wychodzi i nic więcej ją nie interesuje. Ostrzegam od razu, że jej podryw będzie specyficzny i w sumie, ma na celu rozkochiwanie go przez trzy miesiące, a później porzucenie. Taka perfidna z niej istota.]
OdpowiedzUsuńRoxanne Savagaar
[Hmm... To w takim razie może postawimy na wątek poza Midnight? On może od czasu do czasu do niej wpadać, powiedzmy, że po pogrzebie ruszyło go sumienie i stwierdził, że pomoże Lucii stanąć na nogi. Niewielka pomoc finansowa na pewno w jej przypadku się przyda. Tutaj możemy wykorzystać twój pomysł z ciemnym pokojem, w którym kompletnie nie będą wiedzieli, że on to on, a ona to ona. Ale kiedyś Felix w końcu się dowie, prawda? Wpadną na siebie na korytarzu i wtedy faktycznie będzie mógł zachęcać ją do tego, żeby przestała sprzedawać ciało, a ona mogłaby zaszantażować go tym, że jeśli nie da jej spokoju, powie jego żonie o tym, gdzie Felix bywa wieczorami.]
OdpowiedzUsuńLucia
[Okej, może tak być. To wątek zaczynamy od akcji w Midnight czy może coś przed wspólnie spędzoną nocą, na przykład Lucii psuje się pralka i dzwoni do Feliksa po pomoc? I jakbyś mogła to bardzo proszę o zaczęcie.]
OdpowiedzUsuńLucia
[Najbardziej odnajduję się w długich odpisach. Oczywiście nie chodzi mi o epopeje na dwa komentarze, takie mieszczące się w jednym są idealne. :)]
OdpowiedzUsuńLucia
[Dobra mi jak najbardziej odpowiada pomysł i obiecuję, że postaram się, by odpisy były odrobinkę dłuższe :) W końcu dla chcącego nic trudnego. Ja mam zacząć czy Ty wolisz? :3 ]
OdpowiedzUsuń[Zacznę, zacznę jak tylko odpiszę Fleur ^.^]
OdpowiedzUsuńNajwidoczniej żona Felixa nie znała wystarczająco dobrze jego potrzeb, kiedy się pobierali, bo gdyby go było inaczej, teraz potrafiliby się wzajemnie uszczęśliwić. Ciekawe czy mężczyzna przymykałby oczy tak samo na jej zdrady, jak ona na jego. Hm, pewnie nie. Męska duma nie pozwalała dopuszczać do takich sytuacji, lecz nie bójmy się użyć stwierdzenia, że za męską dumą przeważnie skrywała się zwykła hipokryzja.
OdpowiedzUsuńFleur na razie obsługiwała stale tych samych klientów, czasem przyszedł ktoś nowy, lecz nie lubiła myśleć o sypianiu z połową miasta. Wbrew pozorom miała jeszcze swój honor, wiedziała, że jeśli kiedyś zechce stąd odejść i ułożyć sobie życie u boku jednego mężczyzny, widmo przeszłości ciągnąć się będzie za nią. Na razie się nie przejmowała, bo naturalnie nie dopuszczała do siebie wizji o pokochaniu kogokolwiek, nie po tym, co musiała przejść. Jej serce było małą bryłką lodu nieczułą na miłość, a przynajmniej tak sobie wmawiała codziennie rano, patrząc na bladą twarz i duże, niebieskie oczy, odbijające się w lustrze.
Na szczęście teraz miała przy sobie Felixa, a nie obleśnego pięćdziesięciolatka, więc mogła trochę pofolgować i zepchnąć na bok wszystkie problemy. Już prawie zapomniała jak to jest być skorą do erotycznych zabaw. Fleur oblizała dolną wargę koniuszkiem języka, jakby coś analizowała. w rzeczywistości po prostu liczyła oddechy, bo myślała, że dojdzie od samego dotyku. Ale nie. Potrafiła jakoś w miarę składnie kontrolować swoje ruchy i właśnie dlatego gorączkowo, drżącymi dłońmi poczęła odpinać zapięcie spodni. Mimo grubego dżinsowego materiału, uwypuklenie było dość widoczne, niemalże wręcz prosiło się o wydostanie na zewnątrz, a brunetka nie mogła się powstrzymać przed jego dotknięciem. W istocie to dotknięcie było tylko przelotnym muśnięciem. Ona znacznie intensywniej zastanawiała się nad tym, jak przy obecnym położeniu zsunąć spodnie z bioder. Przecież niczego jej nie ułatwiał, kiedy podniecenie urosło mniej więcej do rozmiarów wieży Eiffla, ciężko było skupić się na tak prozaicznych czynnościach. Powoli wypuściła powietrze spomiędzy pełnych warg. A potem zsunęła jeansy do kolan razem z bokserkami i uśmiechnęła się, jak dziecko, które dostało cukierka. Kątem oka obserwując reakcje Felixa, owiała jego obrzmiały członek gorącym oddechem. Mogła wziąć go w usta albo nie robić nic. Absolutnie nic, choć gwałtownie pożądanie niemal ograniczało jej widoczność.
To nie jest dobry dzień – powinna przyjąć ten fakt do wiadomości, kiedy rankiem zepsuła czajnik, przy okazji pozbawiając mieszkańców kamienicy prądu oraz, gdy ubrudziła dżemem jasną spódnicę przygotowaną poprzedniego wieczoru. Spódnica już dwukrotnie uniknęła zniszczenia z winy Roxanne, lecz koniec końców przegrała ostateczne starcie, lądując w koszu na brudne ubrania, zmuszając jednocześnie kobietę do ponownego przeszukiwania szafy. Jej niezdarność okazała się zaledwie początkiem do dalszych niepowodzeń. W połowie drogi omal nie zaliczyła wpadki pod samochód, którejś z kolei w tym tygodniu, a gwałtowna ulewa unieruchomiła ją pod jednym z kin, doprowadzając niemal do płaczu. Ruszyła dopiero po piętnastu minutach, dosłownie taranując wszystko na swej drodze; trącała ludzi, przepychała się, ze wzrokiem mordercy patrzyła na czerwone światło. W końcu dotarła do celu – wbiegła do ostatniej z wind, zanim jej drzwi się zamknęły; uderzyła lewym ramieniem o ścianę i nie dużo brakowało żeby osunęła się na ziemię. Była całkowicie wykończona, zapewne nie wyglądała imponująco, ponieważ z jasnych kosmyków spływały krople deszczu, natomiast spódnica z wysokim stanem i jasna koszula zdawały się krzyczeć. Dlaczego choć raz nie mogła przyjść godnie i elegancko, jak większość kobiet wchodzących do siedziby The Future? Musiała z siebie zrobić pośmiewisko w brudnych białych tenisówkach zostawiających ślady na marmurowych posadzkach, ale aktualnie pragnęło tylko przywrócić swemu sercu normalny rytm. Zerknęła na mężczyznę stojącego obok, dziękując w duchu opatrzności za tylko jednego widza tego żenującego, jednoosobowego przedstawienia.
OdpowiedzUsuń― Kurwa...! – wymruczała pod nosem, dostrzegając opłakany stan swego obuwia. Jeśli zechciałaby przybiec tutaj w wysokich szpilkach, prawdopodobnie zaliczyłaby przykry zgon, choć z obcasami radziła sobie bardzo dobrze. Były nieodłącznym elementem jej wieczorowej pracy – Zechce pan uratować damę w potrzebie? – spytała i nie oczekując na odpowiedź, wcisnęła w jego ręce spore opakowanie, ściągnęła z lewej nogi tenisówkę, zastępując ją całkiem zgrabną czarną szpilką. W międzyczasie rzuciła nieznajomemu długie, nieco zbyt nachalne spojrzenie; pierwszy dzień stażu w nowym miejscu zapowiadał się niezmiernie dobrze, pod warunkiem, że większość pracowników będzie równie przystojna i rozpraszająca, jak on.
Roxanne Savagaar
[Szału nie ma, ale się starałam xD]
OdpowiedzUsuńJames otworzył oczy i spojrzał na zegarek. Westchnął ciężko, gdy zobaczył 19. Zaklął pod nosem i wstał z łóżka. Nie lubił się spóźniać. Rano wrócił do domu po nocnej imprezce totalnie nawalony, więc się nie dziwi, ze tyle spał, co nie zmienia faktu, iż jest niezadowolony z powodu swojej niepunktualności. Rzadko mu się zdarza, ale jednak. Zwlókł się z łóżka, a wierzchem dłoni przetarł zaspane oczy. Teraz już było mu obojętnie na którą dotrze do klubu. Poszedł do łazienki z zamiarem wzięcia kąpieli, by się ożywić - gorąca woda zawsze działa na niego jak leczniczy balsam. Po 20 minutach wreszcie odświeżony wyszedł z łazienki. Złapał kluczyki od swojego auta i wyszedł z rezydencji. Po chwili odjechał z piskiem opon.
Zaklął pod nosem, gdy w mieście natknął się na korki. Zacisnął kurczowo palce na kierownicy, denerwował go ten sznur trąbiących aut. Ludzie są niemożliwi cierpliwość to podstawa, a oni jeszcze podburzają się nawzajem. Po 10 minutach irytującego stania w korku James ruszył dalej. Chyba po raz pierwszy od założenia klubu cieszył się na jego widok, gdy wjechał na parking.
Jak zawsze po wejściu do budynku sprawdził zaopatrzenie i inne pierdoły, ba zaszyć się na resztę nocy w swoim gabinecie lub w pokoju jednej z prostytutek. Nie lubił tego tłoku na imprezach, zapachu spoconych ludzi wirujących na parkiecie. Jak się upijał to z kimś w spokojnym miejscu bądź sam w swoim domu. Westchnął cicho i usiadł na skórzanej kanapie w swoim gabinecie. Z dołu już powoli zaczynała lecieć muzyka - kolejna impreza się rozkręca. Zaśmiał się w głębi zastanawiając się, ile tej nocy uda mu się zarobić. Nalał sobie szklaneczkę whiskey i wygodniej rozsiadł się na kanapie.
[A zaczniesz? <3 I w ogóle Chloe może być czy powinnam coś zmienić w jej charakterze i historii? Bo jeśli tak, śmiało pisz, raczej się nie pogniewam.]
OdpowiedzUsuńChloe
[Jak mus, to mus. Najwyżej podsuń mi tylko okoliczności wątku, będę za nie bardzo wdzięczna! :)]
OdpowiedzUsuńChloe
To nie tak, że była niezorganizowana. Jej organizacja wolnego czasu, spędzanego poza Midnight, miała się doprawdy świetnie; wstawała o danej porze, ogarniała wszystkie sprawy, pojawiała się punktualnie w budynku uczelni i wysyłała swoje felietony zazwyczaj przed wymaganym terminem. Także w domu publicznym świeciła przykładem pełnego profesjonalizmu – umawiała się z klientami na daną godzinę, a każde z wielu męskich imion i numerów telefonów komórkowych, znajdowało się zapisane na kartach schludnego notesu, towarzyszącego jasnowłosej wszędzie. Usiłowała spędzać jak najmniej czasu w miejscu drugiej pracy, bo choć była ona głównym źródłem jej utrzymania, to rzeczy, których była naocznym świadkiem, zaczęły wpływać na to, jak postrzega mężczyzn. Większość z nich nagminnie zdradzała swoje partnerki, bowiem wśród obowiązków prostytutki nie było mowy o robieniu zakupów, odkurzaniu pod tyłkiem i gotowaniu obiadów. Zaczynała postrzegać płeć przeciwną jako niewartą zaufania, a to sprowadzało każdą próbę nawiązania relacji, czy zapoczątkowaniu związku, do krótkiego romansu. Dzisiejszy dzień okazał się po prostu najzwyczajniej w świecie wynikiem jakiegoś fatalnego splotu dziwnych wydarzeń, przez które musiała doprowadzać się do porządku między innymi poprzez wymianę obuwia w windzie, ułożenie włosów mając do dyspozycji tylko małe lustereczko - robiła to wszystko w obecności rozbawionego mężczyzny, ale sama nie odczuwała z tego powodu zażenowania. Prawdopodobnie zapomni o niej zaraz po opuszczeniu windy, a i ona nie miała zbyt dobrej pamięci do przypadkowych twarzy, poza tym pochłaniają ją teraz zupełnie coś innego – zastanawiała się gdzie wyrzuci pudełko z przemoczonymi tenisówkami, które lata świetności miały już dawno za sobą. Uwinęła się w zawrotnie szybkim tempie; przeciągając usta krwistą szminką, usłyszała zdecydowane: Zapraszam do mojego gabinetu. Prosto i na lewo. Miała ochotę walić głową w ścianę, dopóki nie zacznie naprawdę boleć.
OdpowiedzUsuńNie pozwoliła sobie na jakąkolwiek oznakę zdenerwowania, czy zawstydzenia tym małym przedstawieniem; spojrzała na bruneta Idąc przodem przed swym nowym pracodawcą do wskazanego gabinetu, starała się dyskretnie poprawić opadającą pończochę, która najwyraźniej nie polubiła się z koronkowym pasem. Kolejnym przejawem skrajnego kretynizmu ze strony Savagaar była próba pociągnięcia szklanych drzwi do siebie, a wystarczyło jedynie popchnąć je do przodu – krząknęła, nagle zdając sobie sprawę z okropnej suchości gardła. Stres zaczynał brać ją pod włos, ale wezwała na pomoc brawurę, która pomagała jej dotychczas przetrwać.
— Odrobinę niezręczny początek znajomości, aczkolwiek proszę mi wierzyć, że piszę znacznie lepiej, niż prezentuję w pierwszym momencie – rzuciła, odgarniając jeden z nieposłusznych kosmyków muskających zaczerwieniony policzek. Może zachowaniem przywodziła na myśl pewną siebie kobietę, lecz ciało pozostawało ciałem. Usiadła na jednym z dwóch krzeseł na przeciw biurka, zakładając nogę na nogę. – Od zeszłego roku jestem zatrudniona na połowę etatu w Libération. Co tydzień wysyłam im felietony – tak naprawdę, nie dostałaby tej roboty, gdyby nie prześladowała swoją osobą redaktora naczelnego dwadzieścia cztery godziny na dobę przez blisko półtorej tygodnia. W końcu dostała malutki skrawek w gazecie i mizerne wynagrodzenie mimo, że z czasem jej tekst przypadł do gustu wielu kobietom. – W zasadzie piszę o seksie. Wszystko, co nas kręci i podnieca.
Roxanne Savagaar
Chloe w dzieciństwie niejednokrotnie puszczała wodze fantazji, wyobrażając sobie, że jest zamkniętą w wieży księżniczką, która czeka na przybycie przystojnego księcia na białym koniu. Już wtedy jej pokręcona dusza artystki dawała o sobie znać w znacznym stopniu, a każdy, kto choć raz widział drobną dziewczynkę o śniadej cerze, czarnych oczach i włosach, dostrzegał bijącą w niej nadnaturalną wrażliwość, choć w przeciwieństwie do niesfornego blondwłosego Williama, była też najrozważniejszym dzieckiem w okolicy. Dorosła szybko, bo los tak chciał, bo musiała o siebie zadbać, kiedy od jednej rodziny zastępczej trafiła do drugiej. Czas na sentymenty przyszedł znacznie później, w Paryżu, ale i jego nie było za dużo. Problemy Willa wisiały w powietrzu, niczym gęsta mgła, a gdy w końcu spadły z hukiem, to jakby puszka Pandory została otwarta, tyle nieszczęść osaczyło głowę zaledwie dwudziestodwuletniej wówczas dziewczyny. Nawet z późniejszym dyplomem historyka sztuki nie była w stanie znaleźć posady, która pozwoliłaby jej spłacić w jak najszybszym terminie brata. Bo taka posada po prostu nie istniała. Dopiero jako prostytutka w The Midnight zaczęła zarabiać konkretne pieniądze, lecz nie oszukujmy się, przy dobrych wiatrach jeszcze przez dwa lata musi sprzedawać swoje ciało obcym mężczyznom, żeby wyrównać rachunki. Will dalej myśli, że pracuje w barze i zgarnia całkiem niezłą stawkę za wieczór, sam nareszcie też znalazł sobie zajęcie, jednakże sprawy zamiast się wyjaśniać, ciągle komplikują. Ponieważ jest jeszcze on. Felix. Głupia, naiwna i kochliwa Chloe obdarzyła uczuciem, kogoś, kto zdecydowanie nie przypomina jej księcia z dziecięcych marzeń. Rzecz w tym, że wcale nawet nie chodzi o to, że ma prawdopodobnie równie skomplikowaną sytuacje życiową, jak ona, i że sypia z tysiącem innych dziewczyn w The Midnight. On po prostu zabiera jej wszystko. Jedynym dotykiem niszczy wolną wolę, jednym spojrzeniem jest w stanie sprawić, iż miękną jej kolana i Boże, nie istnieje nawet cień szansy na tym świecie, że kiedykolwiek pokocha ją tak jak ona jego. Ale są przyjaciółmi. Rozumieją się bez słów i to oprócz nieziemskiego seksu powinno wystarczyć.
OdpowiedzUsuńWilliams po raz tysięczny dała się namówić na prywatne spotkanie w domu. Tutaj mogli cieszyć się swobodą i nie przytłaczała ich świadomość samej obecności w brudelu. Tutaj ich więź stawała się czystsza. Pełniejsza. No i w gruncie rzeczy dalej porządnie popieprzona. Kiedy przyszła, Felix gdzieś zniknął, ale kazał jej poczekać, więc cierpliwie czekała, siedząc na wygodnej kanapie z podkulonymi nogami. Choć mówili sobie wiele rzeczy, Chloe wciąż nie przyznała się do najważniejszego. Nie powiedziała mu, że mieszka z przybranym bratem, że pieniądze, które jej płaci idą na spłatę narkotykowych długów.
Chloe
[Coś Ty, pomysł właśnie super. Sophie mogła odbywać np kilkutygodniowe praktyki w jego wydawnictwie. Ba, nawet mogła trafić pod "jego" skrzydła, mogło coś między nimi zajść, a kiedy praktyki dobiegły końca, kontakt sie urwał. Potem on przyszedł do the Midnight, i zdziwienie, że widzi tutaj właśnie Sophie c:]
OdpowiedzUsuń[W sumie napisałam to samo co Ty w komentarzu do mnie xDD]
Sophie
[Taka miała być, dzięki (; Och, faktycznie, będzie ciężko, chociaż skoro ma vip kartę to na pewno zna Lolę, ale niekoniecznie musimy pakować ich razem do łóżka. Czasem mogą się użynać do nieprzytomności w barze, kiedy ona akurat robi sobie wolne. Tak atoksyczna przyjaźń, pełna wódy i rzygów. ;]
OdpowiedzUsuńLola
[Supe. Bardzo się cieszę i wszystko mi pasuje. Więc proponuję taką sytuację (bardzo trywialną co prawda): F. siedzi w barze, oczywiście otoczony kobitkami, pojawia się L., wszystkie panienki uciekają (jak zawsze, bo się jej boją) no i zaczyna się rozmowa.]
OdpowiedzUsuńChloe nie widziała na jego palcu obrączki, bo najpewniej jej nie nosił, a skoro nie nosił - nie mogła wiedzieć, że jest żonatym facetem, chyba że jakimś cudem zainteresowałaby się jego życiem prywatnym w mediach, ale biorąc pod uwagę dzienny grafik zajęć, nie miała szans przejrzeć całego Internetu. Dlatego oboje żyli w kłamstwie, wierzyli w to, co chcieli wierzyć, kreowali swoją własną alternatywną rzeczywistość. Rzeczywistość, która może runąć, niczym domek z kart, bo prawda prędzej czy później wychodzi na jaw. Chloe nawet nie wie czy w takiej sytuacji by mu wybaczyła, bo to nie była już niewinna relacja klient-prostytutka, a coś znacznie poważniejszego, co dawno wykroczyło poza utarty schemat. To on ją w sobie rozkochał. To on traktował ją z czułością i delikatnością, dając fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Mogła zaprzeczać sobie w nieskończoność, że to nie jest nic niezwykłego, ale widziała, jak wiele pokładała nadziei.
OdpowiedzUsuńLubiła, gdy był wobec niej zaborczy, choć sama ledwie akceptowała fakt, że sypia z innymi dziewczynami. Nie żeby też jej wieczory spędzane z obcymi mężczyznami nie miały większego znaczenia, bo oboje wiedzieli, ile cierpliwości ich kosztowało udawanie, że Chloe przed chwilą nie sprzedała ciała innemu, że jeszcze nosi na sobie jego zapach. Dodatkowo, Felix nie miał zielonego pojęcia o jej mieszkaniu z niespokrewnionym facetem. Może i sama traktowała Willa jak brata, ale tylko dla niej to uczucie było oczywiste. Ludzie nie rozumieli fenomenu przywiązania tej dwójki, jednak to właśnie Will był jej jedyną rodziną i dla niego mogła poświęcić własne dobro.
Perspektywa wspólnie spędzonego tygodnia jawiła się jako sen, z którego brunetka nie chciała się obudzić. Cieszyła się na te pojedyncze noce w jego mieszkaniu, a teraz proponował jej coś, czego absolutnie się nie spodziewała. Chwile sam na sam. Z dala od Paryża, burdelu, problemów. Już nawet nie przejmowała się tym, jak usprawiedliwi swoją nieobecność. Po prostu z prędkością światła rzuciła mu się na szyję, a impet uderzenia sprawił, że Felix leżał, Chloe zaś na nim.
- Jeszcze się pytasz, głuptasie! Oczywiście, że z Tobą pojadę - powiedziała, nie kryjąc radości. By jakoś wyrazić te fale szczęścia, które przez nią przepływały, nieznacznie się podciągnęła i pocałowała szatyna subtelnie, a kiedy przerwała pocałunek, nosem podrażniła jego szyję i roześmiała się. Autentycznie roześmiała.
- Kiedy mam się pakować? - popatrzyła z przekornym błyskiem w oczach na Felixa.
Chloe
Dziennikarstwo od zawsze było jej marzeniem. Wiedziała że to właśnie chce robić, kiedy stanie się dorosła. Dążyła do tego uparcie, mimo wielu przeszkód, które nie odpuszczały jej od bardzo dawna. W czasach, kiedy uczęszczała do liceum, ukazała, że posiada talent. Gazetka szkolna była tego żywym dowodem, bo Sophie czynnie się w niej udzielała. Liczne wywiady, reportaże, felietony. Pisywała również różne opowiadania, niektóre z nich ukazywały się w lokalnych gazetach. I mimo iż nie były one obsadzane na pierwszych stronach, a raczej tych ostatnich, de Voyer niemalże pękała z dumy, gdy mogła przeczytać te swoje wypociny, które zazwyczaj pisała stoją za barem, w jakiejś wolnej chwili. I nie raz zebrało jej się od szefa za to, że zajmuje się czymś innym, niż obsługa gości, to nie bardzo ją to obchodziło.
OdpowiedzUsuńSophie umiejętnie potrafiła podzielić swój czas na pracę, oraz normalne życie. To, w którym była zwyczajną kobietą, która robi wiele rzeczy. Odbywając praktyki w wydawnictwie, chciała dać z siebie wszystko, dlatego też starała się wykrzesać z siebie sto dziesięć procent, byleby inni zobaczyli że coś potrafi. Bo tak naprawdę chciała wyrwać się ze środowiska prostytucji, i w końcu robić coś... normalnego. Bo praca w gazecie była czymś normalnym, czymś, czego nie musiała ukrywać przed resztą świata, bojąc się jak ludzie zareagują na to.
Te kilku tygodniowe praktyki pozwoliły jej pomarzyć, że może w końcu coś się jej w życiu uda, że w końcu coś osiągnie, będzie mogła z dumą o tym mówić; Bo o prostytucji nie mogła tego powiedzieć. Mimo iż mawia się, że żadna praca nie hańbi, ta hańbiła. Hańbiła bardzo, do tego stopnia że aż godziła w jej kobiecość. Praca w wydawnictwie pomogłaby jej oderwać się od tego środowiska, na co kobieta bardzo liczyła. Nie spodziewała się jednak, że to właśnie tam wpadnie na Felixa. Że to właśnie on będzie opiekował się jej stażem, że to on będzie sprawował nad nią pieczę przez te kilkanaście dni. Wspomnienia z nim związane wróciły w jednej chwili, kiedy tylko się spotkali, kiedy tylko spojrzała w jego oczy. Ujrzała te licealne czasy, te chwile które spędziła u jego boku, a które odeszły po kilku latach, kiedy jednak zdecydował że to tak naprawdę Madeleine jest tą jedyną. Oczywiście, czuła się źle, kiedy ich związek się rozpadł, ale nie mogła go w końcu oskarżać o to, że kogoś kochał. Kogoś innego, a nie ją.
Potem ich drogi się rozeszły. Nie widzieli się, nie słyszeli o sobie, może i też nie wspominali? Znaczy się, Sophie o nim czasami myślała, ale czy on to robił? Tego de Voyer nie wiedziała.
Przez te kilka tygodni stało się między nimi wiele. Już wiedziała, że Felix bez mrugnięcia okiem potrafi zdradzić Madeleine, że już praktycznie jej nie kocha. Bo gdyby kochał, zapewne by nie zdradzał. A potem to wszystko skończyło się tak nagle, jak zaczęło. Praktyki dobiegły końca, Sophie zwinęła wszystkie swoje manatki, i po prostu odeszła, wracając do swojego życia. Nadzieja matką głupich, jak to mawiają, bo ona miała nadzieję że już nigdy nie spotka Felixa. Stało się inaczej, kiedy pewnego wieczoru zobaczyła go w The Midnight. Ubrana w tą cholerną, koronkową i prześwitującą, krótką sukieneczkę, stanęła jak wryta kilka metrów od niego. Dosłownie jakby ktoś ją zamurował. Nie mogła się ruszyć, nie mogła nic powiedzieć, a w jej głowie pojawiła się jedna jedyna myśl, że przecież Felix nie może jej zobaczyć. Nie może dowiedzieć się o tym, jak Sophie zarabia na życie. Ale było już za późno. On właśnie się odwracał. Właśnie spoglądał w jej stronę. A ona tak po prostu stała, przeklinając na siebie w duchu.
Sophie
[Wybacz, późna pora i ciężko mi wymyślić coś lepszego od tego powyżej :<]
Dlatego Fleur nie rozumiała instytucji małżeństwa. Przykład jej rodziców pokazywał, jak bardzo wspólnie spędzone dwadzieścia lat wyniszczyło ich wzajemnie, a może tak naprawdę nigdy się nie kochali? Może z dawnego zauroczenia pozostało tylko idiotyczne poczucie obowiązku? Bo pójście na łatwiznę i ignorowanie siebie nawzajem jest najprostsze. Najprościej jest szukać szczęścia w ramionach innej kobiety, najprościej jest sięgać po butelkę alkoholu, najprościej jest obarczać winą drugą połowę za własne błędy. Ludzie to cholernie nieodpowiedzialne istoty. Niezdecydowane. Naiwne. A wiara w bzdury o przeznaczeniu? Jeszcze gorsza. Właściwie Fleur nie wiedziała skąd wzięło się w niej tyle jadu, lecz nie miała wątpliwości, że ma rację. To wszystko było bez sensu.
OdpowiedzUsuńNie oceniała postępowania Felixa - jeśli chciał mieć dziewczyn na pęczki - to je miał. Wystarczyło, żeby skinął małym paluszkiem, a one rzucały mu się do stóp, jak swojemu osobistemu idolowi. Bożyszcze kobiet, dosłownie. Męskie ego w takich warunkach musiało urosnąć do niewyobrażalnych rozmiarów, jeszcze trochę i zupełnie pomiesza mu się w głowie od nadmiaru wrażeń. Przecież nie można mieć wszystkiego, to niezdrowe i całkowicie nienaturalne.
Brunetka nie zamierzała dawać mu satysfakcji. O nie! Prędzej umrze, niż o cokolwiek poprosi i to raczej on będzie ją błagał, aby pozwoliła mu w siebie wejść. Mógł się tak nad nią pastwić, proszę bardzo, jednak Fleur była wytrzymałą dziewczynką. I obiecała sobie, że wygra tę bitwę.
Zgrabnie odrzuciła głowę na bok, przegryzając wargi; chłodny wietrzyk i dotyk ust wprawił sutki w ostry stan zesztywnienia. Mało tego, przed oczami zamigały jej gwiazdy. Nigdy wcześniej nie robiła tego na ruchomej siatce, dopiero będzie zabawa, jak dojdą już do właściwego aktu.
Automatycznie nieco bardziej rozchyliła uda, zginając nogi w kolanach. Istotnie, była bliska krzyczenia, iż dłużej nie wytrzyma, ale obiecała sobie, że się nie podda. Drobną dłonią po omacku delikatnie złapała męskość, nie chciała, żeby zaraz doszedł, więc gładziła ją delikatnymi, leniwymi wręcz ruchami. Paznokciami drugiej dłoni wszczepiła się w przedramię mężczyzny. Oboje znaleźli się w nieco dziwnej pozycji, jednak Fleur nie narzekała. Za to kochanka próbowała potraktować kopniakiem w piszczel, jakby chciała mu zakomunikować, że ma się bardziej przyłożyć.
Jego zapach i bliskość ciała mąciły w głowie drobnej Francuzki.
Fleur
Roxanne jeszcze parę lat temu całkowicie raczkowała w znajomości męskiej natury. Teraz, mimo wykonywanego zawodu mającego miano najstarszego na świecie, była nieco bogatsza w doświadczenie, ale nadal uczyła się na błędach. Mężczyźni byli doprawdy zróżnicowani; zarówno pod względem wiekowym, pod względem preferencji i przede wszystkim oczekiwań. Każdy z nich chciał zostać zadowolony, a skoro płacili nieprzyzwoicie wysokie kwoty za pobyt w The Midnight, mogli oczekiwać chociażby seksu z Królową Anglii w młodszym wydaniu. Chcąc, czy nie, dla panny Savagaar ten zawód otwierał wiele furtek do spełnienia pod każdym kątem, bowiem zdobywanie wiedzy na owy temat, rozwinęło jej umiejętności pisarskie - pozawiło wstydu, wyzwoliło umysł ze sztywnych norm społecznych i nadało życiu młodej dziewczyny zupełnie innego wymiaru. Spędzała czas z klientami na uprawianiu seksu, ale poza nim, częściej oczekiwano zwykłej rozmowy, wymiany zdań z kimś kto nie ocenia na podstawie zarobków, związków, czy pozycji - bywało więc tak, że siedziała z mężczyzną na łóżku, masowała jego spięte plecy, obdarowywała skórę drobnymi pocałunkami i śmiała się perliście, niemalże zaraźliwie. W kwestii wierności, wolała nie wyciągać żadnych wniosków. Niektóre kobiety po prostu nie chciały wiedzieć; zdawały sobie sprawę z przychodzących wiadomości, napotykały w bilingach nieznane numery, a wyciągi z kont mówiły o rzeczach, które nigdy nie weszły w ich posiadanie. Mimo to, trwały u boku swych mężów, przekonane o minimalnym kryzysie, który prędzej czy później, przecież musi minąć. Siedząc w głębokim fotelu, nie miała szansy zrobić więcej szkód; Bóg poskąpił jej instynktu samozachowawczego, wypełniając tę pustkę dużymi piersiami w nadziei, że to solidne wynagrodzenie.
OdpowiedzUsuń— Przydzielenie tej kolumny przez mojego szefa, było raczej próbą przerażenia mnie i usunięcia z redakcji – stwierdziła swobodnie, uśmiechając się pod nosem. Redaktor naczelny potrafił być prawdziwym draniem, lecz pracę u niego zdobyła uczciwie, wykorzystując całe samozaparcie, jakie w sobie miała. – Nie zaciekawiłabym nikogo tematem, wyciągając na wierzch swoje życie seksualne; nie jestem ani znana, ani popularna, więc nikogo nie obeszłyby wypociny jakieś studentki na temat seksu – sprostowała wyjątkowo trafnie, poprawiając cienki paseczek obuwia opinającego szczupłą kostkę. Trwanie w bezruchu nie było najmocniejszą stroną Roxanne. Wstała, nie mogąc znieść bezradności i przespacerowała się po pomieszczeniu, oglądając wnikliwie wszystkie wyróżnienia w dziedzinie dziennikarstwa. – Pracuję w domu publicznym od blisko roku. Tego faktu nie podałam w życiorysie, kiedy starałam się o staż w The Future, ale nie jest to nic zdrożnego, prawda panie Humphreys? – spytała. Odwróciła się i spojrzała na niego uważnie, nie chcąc przegapić najmniejszej reakcji; spodziewała się zniesmaczenia, tymczasem dostrzegła zainteresowanie – Wciąż dowiaduję się czegoś nowego o naturze człowieka i dochodzę do prostego wniosku: wszyscy chcemy zaznać przyjemności.
Roxanne Savagar
[Hej, boska karta *.* Masz może ochotę na wątek? :3 ;) ]
OdpowiedzUsuńVictoria.
James w spokoju popijał whiskey, rozglądając się przy tym po gabinecie snując plany remontu klubu. Przydałoby się coś zmienić, gdyż goście na pewno chcieli, by jakiejś nowej innowacji. Westchnął cicho i dolał dobie alkoholu, gdy do jego gabinetu wszedł Felix. Uśmiechnął się szelmowsko, po czym wstał z kanapy i wymienił z, nim uścisk dłoni.
OdpowiedzUsuń- Siemka - wydukał i nalał mu alkoholu, gdy zadzwonił telefon Jamesa. - Przepraszam - mruknął Montez i wyciągnął komórkę z kieszeni. Przez chwilę milczał, a z każdą sekundą wyraz jego twarzy się zmieniał.
-Że co kurwa? - wypalił po chwili. Jaja sobie robisz?! Jak mogłaś być tak bezmyślna?! Mówiłaś, że bierzesz te pieprzone tabletki!...Zapomniałaś? Czy ty zdajesz sobie sprawę, że teraz skupienie się na klubie będzie jeszcze cięższe!? - warknął i wziął głęboki wdech. Pogadamy w domu - burknął. Rozłączył się i schował telefon do kieszeni i spojrzał na Felixa.
-Kobiety czasami są tam bezmyślne - westchnął siadając na kanapie. Kolejne dziecko? Ledwo z Ianem wyrabiają. Boże, przecież, to się nie uda. Akurat teraz? James był wkurzony, ale wiedział, iż nerwy mu teraz w niczym nie pomogą, musi myśleć racjonalnie po mimo tego, że jest mu cholernie ciężko, bo kolejny bachor może wiązać się z częściowym upadkiem klubu. Jednego jest pewien - nie pozwoli na to nawet, gdyby miał ryzykować utratą żony, którą po mimo wielu wrażeń innych nadal kocha i nie chce stracić.
Nie po to harował tyle lat, by przez jedną małą wpadkę wszystko się rozpieprzyło. Jednym haustem wypił zawartość szklaneczki, by po chwili nalać sobie kolejną. Musiał jakoś odreagować, inaczej od natłoku myśli zgłupieje.
Prawdę powiedziawszy, czuła się okropnie z myślą, że pobiera za seks sporą sumę pieniędzy od osoby, którą przecież kocha. Może i nie powinna angażować się uczuciowo w ich pokręcony związek, może powinna go, jak najszybciej zakończyć, raniąc tym samym Felixa i siebie, jednak brakowało jej już sił do walki. Jeszcze dwa lata wysokich zarobków w The Midnight zostały do całkowitej spłaty długu. Chciała wierzyć, że przez ten czas Fe będzie tuż obok, że nie będzie próbował wyciągnąć jej z sideł bagna, jakim jest dom publiczny, że nauczy się nią dzielić z innymi mężczyznami, choć niedorzeczność tej sytuacji aż biła po oczach.
OdpowiedzUsuńChloe potwornie obawiała się ciąży. Praktycznie od dwóch lat czyniła cuda wianki, aby jej zapobiec, w końcu jako prostytutka nie mogła sobie pozwolić na chwilę nieuwagi, a już na pewno nie przy Felixie. Wiedziała, iż przypadki chodziły po ludziach i to ją najbardziej przerażało. Nie mogła skończyć, jako matka-dziwka, która nawet nie wie, kto jest ojcem jej dziecka! Ponoszenie tego ryzyka niejednokrotnie spędzało sen z powiek młodej brunetce, mimo że jako nastolatka marzyła o własnej szczęśliwej rodzinie. Teraz nawet nie karmiła się marzeniami o pięknym domku z ogródkiem, stabilnej pracy i małżeństwie. Felix nie chciałby z nią takiego życia, pomijając zupełnie fakt, że już miał żonę, o której istnieniu nie miała pojęcia, zresztą z wzajemnością.
Nie wiedziała, ku czemu dąży. Wątpiła, żeby mężczyzna odwzajemniał jej miłość, wszak często odwiedzał inne prostytutki i szukał zaspokojenia w ich ramionach. Chyba między innymi dlatego przy pierwszej lepszej okazji nie zgodziła się na porzucenie innych klientów. Wiedziała, że nie byłby wierny, a od niej oczekiwałby całkowitego oddania, co z kolei całkowicie pozbawiłoby jej tej namiastki niezależności.
Teraz mieli cały długi tydzień dla siebie. Bez konsekwencji. Bez ciekawskich spojrzeń. Nigdy wcześniej Chloe nie pomyślałaby o takiej niespodziance ze strony bruneta. Zaskoczył ją, to fakt. Nie wiedzieć, czemu, poczuła w okolicach serca rozlewające się ciepło. Czyżby jednak mu na niej zależało? A może po prostu się litował?
- Nie myśl sobie, że cały tamten czas spędzę z Tobą w łóżku. Będziemy się opalać i… zwiedzać - powiedziała z figlarnym błyskiem w oku, zamierzając dodać coś jeszcze, ale jej usta zatkane zostały namiętnym pocałunkiem. Brunetka mimowolnie przegryzła wargę kochanka, uśmiechając się zadziornie, po czym zassała ją lekko.
Może i nie wyglądała na szczególnie dominującą kobietę, ale przy Felixie stawała się małą prowokatorką.
- Doooobra. Zrobimy po Twojemu - oparła dwie dłonie po obu bokach jego głowy, przerwała pocałunek i popatrzyła mu prosto w oczy - Skoro nalegasz, nie potrafię ci odmówić - a potem dając złudną nadzieje na kolejne zetknięcie warg, zwinnymi ruchami zsunęła się z mężczyzny i stanęła na równych nogach obok kanapy - Dalej, rusz się albo pomyślę, że nie mam już wpływu na Twoje stare kości! Skoro to ma być wspólna kąpiel…
Rozpuściła włosy splątane wcześniej w niedbałego koczka, jednocześnie drugą dłonią rozpinając guziki bluzki. A potem jak gdyby nigdy nic z prędkością światła ruszyła do łazienki, nie oglądając się nawet czy Felix za nią idzie.
Chloe
Każde z nich chciało być postrzegane, a już na pewno Sophie. Chciała być po prostu osobą, z normalną pracą, oraz normalnym życiem, a nie kobietą, która każdego dnia zabawia się z różnymi facetami. Dlatego oszukiwała wszystkich w około. Była świetną aktorką, oraz mówcą, niektórzy z jej znajomych śmiali się, że nawet i księdzu byłaby w stanie wcisnąć prezerwatywę.
OdpowiedzUsuńKiedy zobaczyła przed sobą, w tym miejscu, miejscu jej pracy, miała wielką ochotę uciec. Albo zniknąć, tak po prostu. Pstryknąć palcami i zniknąć. Nagle, w jednym momencie wróciły do niej wspomnienia tego stażu, te ich kilkanaście spotkań, wspólne prace. To wystarczyło. Wystarczyło, aby poczuła się głupio że go oszukała. Okłamała. Ale nie mogła przecież powiedzieć prawdy, nie mogła tak po prostu wyznać wiesz, na co dzień to jestem dziwką. Gdybyś chciał, zawsze możesz do mnie przyjść, myślę że dobrze byśmy się zabawili.
Potrząsnęła głową, zamykając na chwilę oczy, jakoby to miało jej w czymś pomóc. Łudziła się, że jak ponownie uchyli powieki, Felixa nie będzie, a ona miała po prostu zwidy. Jednak tak się nie stało. Spojrzała na niego ponownie, przeczesała palcami włosy, wzdychając przy tym cicho. Zawsze kiedy czuła się niepewnie, jej dłoń wędrowała w stronę głowy, i zaczynała się bawić kosmykami włosów. Tym razem było dokładnie tak samo.
-Chyba mogę odpowiedzieć to samo, Fe-zwróciła się w jego stronę, opanowując głos do tego stopnia, aby nie wyczuł w nim ani trochę zdenerwowania. I chyba jej się udało. Nawet się uśmiechnęła, po czym z uwagą zlustrowała jego twarz.
-Tak jak myślałam. Uciekasz od tego wszystkiego. Mad raczej nie byłaby zadowolona z tego faktu że tu przychodzisz-powiedziała, uśmiechając się nieco złośliwie. Mówmy prawdę, Sophie nie przepadała za żoną Felixa. Już za czasów liceum obie panie mogłyby skoczyć sobie do gardeł o byle głupią rzecz.
-Czekasz na kogoś?-zręcznie zmieniła temat, spoglądając gdzieś ponad ramieniem mężczyzny. Uśmiechnęła się przy tym delikatnie i odmachała koleżance "po fachu", która właśnie zmierzała w stronę pokoi w towarzystwie starszego mężczyzny. Jak dobrze że to nie Sophie była na jej miejscu. Spędzanie tych krótkich chwil w towarzystwie starszych panów nie bardzo jej odpowiadało, ale wybrzydzać nie mogła, przeważnie oni zazwyczaj płacili więcej, niż to było ustalone.
Sophie
James westchnął cicho i upił kolejny łyk alkoholu. O tak Felix miał racje, co do nieodpowiedniego momentu, ale teraz Montezowi na prawdę było wszystko jedno, po tym jak Victoria mu powiedziała o ciąży, która skomplikuje więcej spraw niż, komu innemu, by się wydawało.
OdpowiedzUsuń-Wolne? - wydukał zdumiony, ale nie protestował w końcu należała mu się chwila wytchnienia. James dolał, im alkoholu czekając na dalszą część wypowiedzi Felixa.
Zakrztusił się trunkiem, gdy usłyszał, iż mężczyzna chce wziąć jedną z jego dziewczyn, nawet wiedział którą, ale, mimo to nadal nie zaczął protestować. Sam nie wiedział, co ma mu w tej chwili odpowiedzieć. On i Felix byli przyjaciółmi, więc...
Montez znowu westchnął i odłożył szklaneczkę z alkoholem, po czym podniósł się z kanapy i spojrzał na Felixa.
-Możecie jechać - zaczął poważnym tonem głosu. Nie chce pieniędzy, w końcu dość sporo się już znamy i nie za wszystko powinienem brać od ciebie kasę, a Chloe odwala na prawdę kawał dużej roboty, więc należy jej się odpoczynek - dodał po chwili i usiadł na biurku.
Wiele jego prostytutek było dobre, ale to właśnie ta dziewczyna przynosiła mu największe zyski, więc taka forma nagrody też będzie dobra.
-Tylko wróćcie w jednym kawałku, a co najważniejsze bawcie się dobrze - zaśmiał się James. - Puka się! - syknął przez zaciśnięte zęby, gdy do biura wszedł jeden z ochroniarzy.
-Przepraszam szefie, ale jedna z dziewczyn oberwała. Pokój numer 2 - oznajmił i wyszedł. James oparł na chwilę czoło na ręce i pokręcił z niedowierzania głową. Jeszcze tego mu brakowało. Takie incydenty się zdarzały rzadko, ale jednak.
-Idziesz ze mną sprawdzić, o co tak dokładnie chodzi? - zapytał James stając w drzwiach.
James wparował do pokoju jak burza, a pobita dziewczyna od razu się na niego rzuciła.
OdpowiedzUsuń-Hej, Katy...spokojnie - wydukał lekko zmieszany reakcją dziewczyny i przytulił ją do siebie, ale Katy była najlepszą przyjaciółką jego żony, więc znał ją najlepiej ze wszystkich pracownic. Pogładził ją po głowie i plecach.
-Złapaliście go? - zapytał James i spojrzał na ochroniarza, który jedynie pokiwał głową. - Ten kutas cię już nie dotknie - powiedział stanowczo Montez i posadził dziewczynę na łóżku, by lekarz się mógł nią zająć. Da jej pewnie wolne, by doszła do siebie.
-Gdzie on jest? - zapytał, a gdy wreszcie się dowiedział spojrzał na Felixa i cichutko westchnął. Ochroniarz przyprowadził do pokoju niskiego mężczyznę - miał najwyżej 45 lat. Gdyby mógł, to zatłukł, by go tu i teraz, ale dziewczyna z pewnością nie chciałaby tego oglądać. Zbyt dużo przeszła, więc jej tego oszczędzi.
-No to mu sobie pogadamy na osobności - warknął wkurzony do granic możliwości James, po czym złapał nieznajomego za bety i wyciągnął go z pokoju. Da mu jasno do zrozumienia, że jego dziewczyn się nie tyka, a na drugi raz nie ma czego tu szukać.
Wrzucił go do swojego biura, zamknął drzwi na klucz, by nikt, im nie mógł przeszkodzić. Po 30 minutach ochroniarze wynieśli, ledwo żywego mężczyznę z klubu, a niewzruszony jego stanem Montez spokojnie popijał sobie alkohol od czasu do czasu zaciągając się cygarem.
Jeden plus z tego wszystkiego, wyładował na mężczyźnie wszelakie złe emocje z dzisiejszego wieczoru.
Chloe nie była naiwna, a już tym bardziej nie zamierzała łapać facetów na dziecko. Miała swój honor i w razie ewentualnej ciąży pozwoliłaby Felixowi odejść, choć nie, najpewniej sama uciekłaby przed odpowiedzialnością zanim zorientowałby się, w czym rzecz. Poszukałaby wtedy innej pracy i kto wie czy nie wyjechałaby na stałe z Paryża, a nawet samej Francji. Pomyślałby pewnie, że Chloe się nim znudziła, po czym zaopiekowałby się inną prostytutką, którą zabierałby do swojego mieszkania, i z którą jeździłby na wakacje. Och, wcale nie chciała tak myśleć! Wolała żyć, wierząc w szczęśliwe zakończenie, bo przecież ufała swojemu kochankowi. Liczyło się tylko tu i teraz. Razem. Nie ważne czy w ciasnej łazience, czy na piaszczystej plaży. Nikt nie miał prawa zabierać jej tych krótkich chwil szczęścia. Nikt.
OdpowiedzUsuńFelix był tak przystojny, iż momentami patrzenie na niego wręcz bolało. Na jej miejscu wszystkie inne kobiety też nie umiałyby powstrzymać zazdrości, co tu dopiero mówić o zaborczości. Brunetka wzdrygała się na samą myśl o tym, że któraś z dziewczyn mogła mu dawać większe spełnienie, kiedy sama pragnęła być tą, która da mu najwięcej rozkoszy. Dlatego pozwalała mężczyźnie praktycznie na wszystko, nie żeby oczywiście od razu przesadzała z uległością, bo wiedziała, że Fe lubi, kiedy kobieta jest jednak trochę niezależna. Kiedy umie postawić na swoim. W zależności od dnia albo humoru stawała się więc małą kokietką, albo delikatną kochanką. Była w stanie zarazić go swoimi szalonymi, niestandardowymi pomysłami. I jako jedynemu pozwalała całować się w usta! Tylko jemu ofiarowała swoje wargi.
Jak na dwudziestoczteroletnią kobietę zachowywała się czasem w sposób nie przystający do jej wieku, jakby wciąż była beztroską nastolatką, a co najlepsze - Felix pod jej wpływem też tracił rozum dojrzałego trzydziestolatka. W swoim towarzystwie cieszyli się beztroską, szczeniacką namiętnością, nieznającym granic, młodzieńczym pożądaniem. Czasem nawet nie wiedzieli, skąd znajdywali tyle sił na to wszystko.
Chloe pisnęła ze śmiechem, wierzgając szaleńczo nogami. Plus, przeklęła w duchu, że nie zamknęła mu jednak drzwi pod nosem. Następnym razem będzie szybsza i sprytniejsza, a Fe będzie musiał błagać o przekroczenie progu łazienki. Na kolanach.
- Panie Humphreys, proszę mnie nie karać. Obiecuje, że będę już grzeczna - zakomunikowała poważnym tonem, przykładając drobną dłoń do serca. Tego dnia i poprzedniego nie spała z żadnym klientem, miała wolne, więc czuła się czysta i wierzyła, że między nią, a Fe nie wyrośnie żaden mur niezręczności. Przecież niejednokrotnie widziała, jak się krzywił, jakby się brzydził jej zużytym ciałem.
- I obiecuje wszystko panu wynagrodzić - wymruczała, przechylając głowę tak, by subtelnie wargami musnąć jego policzek pokryty szorstkim zarostem - Jeśli tylko pan mnie puści i pozwoli go przyszykować do kąpieli.
Chloe
Zarówno Sophie, jak i Felix byli wybitnymi kłamcami. Nic więc dziwnego że i jedno, i drugie uwierzyło w każde słowo. Jednakże, kiedy wszystko już ujrzało światło, prawda wyszła na jaw, jakoś nie mieli sobie tego za złe. Sophie nie była zła na Felixa za to, że ukrywał przed nią, jak naprawdę układa się w jego małżeństwie, to jaka jest jego praca, czy też że zakochał się w jednej z prostytutek. Przecież nie każdy chce rozmawiać o takich rzeczach z osobą, którą zna od lat. Rozumiała go.
OdpowiedzUsuńPodeszła bliżej mężczyzny, uśmiechając się delikatnie pod nosem. Od kiedy skończyła praktyki w jego wydawnictwie, zaczęło jej brakować chwil spędzonych przy boku Felixa. Lubiła go, darzyła nawet w pewnym sensie jakimś uczuciem. Nie, nie miłością. Po prostu lubiła go bardziej niż innych facetów, szanowała, i kiedyś nawet podziwiała. Podziwiała to, z jakim uporem dążył do wyznaczonego sobie celu, nie zwracał uwagi na rodziców, którzy chcieli dla niego innego życia. Potrafił pokazać jej, że watro dążyć do tego, co chce się osiągnąć i nie odpuszczać. Być może to właśnie wtedy, w tych młodzieńczych latach Sophie stała się tak silną i pewną siebie osobą. Być może to właśnie zawdzięcza Felixowi.
-Jeśli nie uciekasz, chodźmy pogadać. Opowiesz mi, co też Mady ubzdurała sobie tym razem-zaśmiała się, puszczając w jego stronę oczko. Cóż, jego żona zawsze była straszną zazdrośnicą, nawet wtedy, kiedy Sophie i Felix ze sobą zerwali, a on do niej wrócił. Na wzmiankę o tym, że Mady nadal uważa Sophie jako swoją rywalkę, de Voyer roześmiała się, jakby właśnie usłyszała jeden z najlepszych kawałów w swoim życiu.
-Co za kobieta-powiedziała po chwili, z rozbawieniem kręcąc głową. Chwilę potem chwyciła go pod ramię, ciągnąc w stronę baru.
-Napijmy się. Trzeba sobie wszystko wyjaśnić-dodała, spoglądając przed siebie.
Sophie
Chloe nie wiedziała czy ona i Felix dotrwają razem późnej starości, czy też płomień namiętności pomiędzy nimi wygaśnie. Skłaniała jednak bardziej ku myśleniu, że łączy ich coś więcej niż łóżko; mają wbrew pozorom wiele ze sobą wspólnego, nadają na podobnych falach i gdyby spotkali się w innym życiu, kto wie czy nie stanowiliby tam zgodnej, szczęśliwej pary. Brunetka niejednokrotnie męczyła go monologami na temat sztuki, czasami z zaciętością małego dziecka opowiadała o tym, jak bardzo chciałaby pracować w galerii z obrazami znanych artystów. I wtedy stawała się po prostu normalną dziewczyną, taką, która codziennie mija cię na ulicy ze słuchawkami w uszach, i uśmiecha się do jakiejś głupiej myśli. Która wcale nie sprzedaje swojego ciała w domu publicznym, bo ma stabilne życie i szacunek do samej siebie.
OdpowiedzUsuńPewnie, gdyby Chloe w końcu poznała prawdę o Madelaine, kazałaby mu wybierać pomiędzy sobą, a żoną. Co innego to uprawianie niezobowiązującego seksu, a co innego - pozwalanie na zaangażowanie uczuciowe drugiej osobie ze świadomością, że prawdopodobnie prędzej czy później się ją zrani. A ona nigdy nie chciała być tą drugą, dodatkową ozdobą na gorsze dni. Chciała być dla kogoś całym światem - nie jego namiastką. Może to i szczyt egoizmu z jej strony, ale chyba każdy zdrowy na umyśle człowiek potrzebował ciepła drugiego człowieka.
W dużej mierze do tej pory polegała na Willu, choć powinna go znienawidzić za wszystkie problemy, w jakie wpędził ich dwójkę. Za groźby, telefony, narkotyki. Za bycie obserwowanym na każdym kroku. Za wszystko. Ale nie potrafiła, bo był jej bratem - choć przybranym - to jednak bratem. Nie chciała tylko przenosić tego całego bagna na Felixa, wolała, żeby jego idealne życie pozostało w pewnym stopniu nienaruszone. Za dużo osób grało w tym dramacie godnym serialu kryminalnego.
Chloe i Fe zdążyli już obejrzeć z połowę Disneyowskich twórczości, jedząc i obrzucając się popcornem, jak małe dzieci. Poza tym, Chloe mogła przysiąc na własne życie, że szatyn był pierwszym mężczyzną, który grzecznie śledził akcje komedii romantycznych, nie krzywiąc się na scenie namiętnych pocałunków głównych bohaterów.
- Nie boję się pana, panie Humphreys - poruszyła znacząco brwiami, opierając dłonie na biodrach z miną cwaniaka - Lepiej będzie, jeśli pan usiądzie.
Pod brudkiem skinęła na krawędź wanny, sama zaś odkręciła kurek z wodą. Fe mógł protestować ile chciał, niemniej brunetka uknuła już w głowie plan. Kiedy więc grzecznie zajął wskazane miejsce, stanęła pomiędzy jego udami i musnąwszy kilkakrotnie skrawek szyi, zaczęła odpinać zapiętą na guziki - koszulę, robiąc, co jakiś czas przerwę na drobne pocałunki wzdłuż linii, szczęki, uszu oraz skroni. Minutę później ubranie wylądowało na podłodze, prezentując idealny męski tors, po którym niby to niewinnie przejechała dłonią.
- Cierpliwości - mruknęła i uszczypnęła sutek. Sprawne paluszki szybko jednak zastąpiły zęby, bowiem Chloe nieznacznie zmieniła swoje położenie, pochylając się bardziej do dołu. Jednocześnie jej dłonie sunęły w dół i w dół… aż do krocza…
Chloe
Chloe zawsze aż świerzbiło, żeby zaprowadzić w mieszkaniu porządek po bitwie na poduszki, natomiast Felix namiętnie lubił ją odciągać od tej prozaicznej czynności pocałunkami albo łaskotkami. Czasem opadały jej ręce do kolan, bo ten głupek zawsze znajdował pretekst dla drobnych czułości i nie ważne było, że znajduje się w czterech ścianach zbliżonych wyglądem do wielkiej zabałaganionej szafy, aniżeli miejsca odpoczynku po całym dniu pracy. Dlatego niejednokrotnie obrywał od brunetki po głowie ściereczką, kiedy w żartobliwy sposób zmuszała go do mycia podłogi po rozlanej Coli. Byli niczym stare dobre małżeństwo i potrafili cieszyć się z błahostek. Każdy dzień, każdy wieczór przynosił nowe wyzwania.
OdpowiedzUsuńSpędziła w tym mieszkaniu niezliczone godziny, poświęcając Fe całą uwagę, balansując na wygodnym drewnianym stole z otwartym na kolanach szkicownikiem, siedząc w oknie i nasłuchując gwaru miasta w samej bieliźnie. Najbardziej lubiła kolekcję ramek ustawionych na półkach w najdalszym kącie. Miały wszelkie możliwe kształty, kolory i rozmiary. Niektóre z nich były czarne, a niektóre drewniane. Odkąd Chloe sięgała pamięcią, zawsze zwracała uwagę na szczegóły, na jakieś aspekty pozornie nierzucające się w oczy, które później uwieczniała na kartce papieru. Niejednokrotnie też głęboko się zamyślała, wtykając za ucho ołówek, niczym prawdziwa filozofka. A Fe to bawiło. Nie musiał nic mówić, ona wszystko wiedziała i tylko czasami posyłała mu piorunujące spojrzenie, by w następnej chwili wybuchnąć śmiechem. Nalegała też na rośliny ustawione rządkiem w parapetach okien, żeby jakoś ożywić ten obraz męskiej nędzy i rozpaczy. Gdy po raz pierwszy przekroczyła jego próg, od razu poczuła przytłaczające zimno, bijące od środka. W mieszkaniu jej i Willa było kolorowo, nie ekstrawagancko, bo na to nie mieli pieniędzy, ale przytulnie. Chloe bowiem potrafiła zrobić coś z niczego, jak na prawdziwą artystkę przystało.
Brunetka z dumą, ale i zaskoczeniem obserwowała jego reakcje. Rzadko był posłusznym misiem, przeważnie przypominał rozwścieczonego geparda, co bardzo ją podniecało. Tym razem jednak, co dziwne, wcale nie protestował, a usiadł sobie grzecznie i… siedział.
Delikatnie zewnętrzną część dłoni umiejscowiła na męskości ukrytej pod materiałem spodni, po czym zaczęła ją wprawnie masować, nie za szybkimi ruchami, a bardzo leniwymi. Co zaś tyczy się zapięcia jeansów, poradziła sobie z nim bez problemu, dzięki czemu zyskał więcej swobody. Chloe jednak na tym nie poprzestała; zostawiła biedny sutek w spokoju i koniuszkiem języka wyznaczyła sobie trasę od klatki piersiowej na dół, zataczając małe kółka. Ruchy palców na dolnej partii ciała mężczyzny lekko przyspieszyły, paznokcie sporadycznie zahaczały o gumkę bokserek, zaś swoją wolną dłoń wsunęła za rozpiętą bluzkę, zachodząc pod miseczkę koronkowego czarno-fioletowego stanika.
Wiedziała, że doprowadzi go tym do szału i prawdopodobnie zaraz zasłuży na karę.
[Jeśli lubisz trochę dramy i akcji, to miałabym pewien pomysł :D]
Chloe
Z początku musiała się naprawdę natrudzić, aby z mieszkania Felixa zrobić coś, co chociaż częściowo przypominało przytulny kąt. Gdyby nie czas i odrobina samozaparcia, Chloe już na starcie darowałaby sobie upiększanie domu. Nie mogła jednak znieść myśli o konieczności patrzenia na okropne białe meble oraz okna pozbawione zasłon. Pamiętała, że postawiła Fe warunek: albo zrobią coś z tym grobowcem, albo dalej będą korzystać z pokoi w The Midnight. Nie musiała go długo przekonywać, zgodził się bez wahania, dlatego jeszcze tego samego dnia wybrali parę nowych rzeczy do salonu i sypialni. No tak, w sypialni nawet wydzierżawiła miejsce na akwarium z rybkami! Co prawda jeszcze nie zostało zakupione, ale w przypływie szaleństwa możliwe, że Chloe zjawi się w końcu z jakimś ładnym zwierzątkiem w dłoni, aby czasem podenerwowało Felixa swoją obecnością i koniecznością karmienia. Niemniej i tak było już tu prawie, jak w domu, a każdy nowy kąt oboje zdołali odpowiednio ochrzcić. Gdyby tylko pieniądze nie ulatniały się tak szybko, Chloe całkowicie wyremontowałaby własne mieszkanie, które wynajmowała od pewnej starszej kobiety w całkiem zadbanej kamienicy z widokiem na park. Niejednokrotnie łapała się jednak na tym, że większość czasu i tak spędzała albo w burdelu, albo właśnie u Felixa. To u niego najczęściej piła poranną kawę, przechadzając się w te i z powrotem po pokojach w jego za dużej, sięgającej połowy ud, koszulce. Gdy chciała założyć coś innego, zawsze protestował. Głuptas.
OdpowiedzUsuńPrzy pierwszym pocałunku szatyna, sądziła, że musnęła gwiazdę.
W trakcie pierwszej wspólnej nocy, gdy spał, sfotografowała go aparatem w telefonie i czasem oglądała to zdjęcie w samotności. Nigdy się nie dowiedział. Tłumaczyła sobie, że nie robi niczego niewłaściwego, że dopóki sekret jest ukryty w odmętach karty pamięci, Fe na nic nie wpadnie. Bo ona, Chloe, całkowicie zwariowała na punkcie tego trzydziestodwuletniego faceta. Nawet nie wiedział, że obsługując obcych klientów, próbowała przypomnieć sobie dotyk jego dłoni na swoim ciele, pieszczotę warg na skórze, że wyobrażała sobie JEGO twarz, bo tak było prościej przejść przez to wszystko?
Brunetka prychnęła cicho, bo właśnie przerwał jej ważną czynność, już się powoli nakręcała, kiedy bezpretensjonalnie przygwoździł ją do zimnej ściany i z tym swoim szelmowskim uśmieszkiem chciał pokazać swoją wyższość. Mimo to, ciało wiedziało swoje i przekręciło szyję, dając łatwiejszy dostęp do pocałunków, ale cwaniak nawet nie próbował ukryć rozbawienia!
- Nie wiem, nie wiem… Pan Humphreys ma chyba zniekształcony pogląd na niektóre sprawy - przewróciła oczami i zacmokała z udawanym niezadowoleniem, palce wszczepiając w przydługie kosmyki włosów szatyna - Ale jeśli mam być szczera… - zrobiła pauzę, by zamruczeć, jak rasowa kota - … to wybieram karę numer dwa!
Jej ciałem wstrząsnął przyjemny dreszcz, a oczy powoli zasnuwały się mgłą. Była rozpalona do czerwoności. Myślała, że zaraz spłynie po kafelkach, a potem w najlepszym wypadku roztopi się na płytkach podłogowych.
Oddychała szybciej, głębiej, czując znajomy nacisk w podbrzuszu.
[Fajnie! To w takim razie wyślę ci go mailem. :D]
Chloe
Na całe szczęście Chloe nie znała jego myśli, a w związku z tym też planów dotyczących przeprowadzki. Nie byłaby zadowolona z tak poważnego kroku, właściwie słowo przerażona nawet lepiej określałoby stan jej uczuć. Kochała Felixa całym sercem, ale jednocześnie musiała brać pod uwagę jeszcze wiele innych czynników, o których na razie nie mogła wspomnieć kochankowi. Okropnie bała się jego reakcji, braku zrozumienia, ale najbardziej chyba tego, że przez jej głupotę automatycznie znalazłby się w niebezpieczeństwie, czego ryzykować zwyczajnie nie potrafiła. Miał dobrą pracę, nienajgorszą reputację, więc niech tak nadal pozostanie. O wiele bardziej odpowiadała jej za to opcja w miarę spokojnego, bezstresowego życia z dala od brudnych interesów ciemnych paryskich uliczek, choć założenie, że nic nie groziło ich związkowi też było błędne. Bo praktycznie cały czas na drodze napotykali jakieś przeszkody; większe lub mniejsze. Począwszy od domu publicznego, kończąc na popieprzonej, niejasnej relacji. Do dzisiejszego dnia unikali otwartej rozmowy na temat uczuć, jakby były tematem tabu. Paradoksalnie Chloe czasem czuła wdzięczność za mydlaną bańkę, w której obecnie żyła, bo nie musiała do niczego się przyznawać, nie musiała silić się na szczerość. Grała na zwłokę, po prostu.
OdpowiedzUsuńMimo to Fe potrafił dostrzec w niej szczegóły, zobaczyć w Chloe coś, czego sama o sobie nie wiedziała. Znał jej nawyki i przyzwyczajenia; wiedział, że nie cierpi słodzonej herbaty, że kawę pije tylko z mlekiem, że czasem chodzi przez sen, że wzrusza się na ckliwych filmach, że uwielbia koty, że na kacu wstaje wcześnie rano, że nie cierpi biegania, że ma wiecznie zimne dłonie i stopy, że lubi być przytulana, że łatwo się przeziębia, i że zasadniczo nie lubi swoich nóg.
Rzecz w tym, że Felixa to naprawdę bawiło, bo akceptował prawie wszystkie wady i zalety brunetki. Może tylko czasem wyprowadzała go niefortunnie z równowagi swoim zachowaniem, ale potem następowało gwałtowne zażegnanie kryzysu.
Wbrew pozorom, pozostała podejrzanie spokojna, zamykając oczy tak jak sobie tego życzył. Jedynie szczelniej oplotła się ramionami wokół szyi, ale też tylko po to by odwzajemniać przyjemne pocałunki, który z sekundy na sekundę przybierały na sile. Czuła, że jeśli jej karą będzie nagłe znalezienie się pod wodą, przy pierwszej lepszej okazji ukatrupi Fe, a potem dla odmiany go ożywi, co by biedaczek mógł sobie jeszcze trochę pocierpieć na ziemskim padole.
Tylko że ona naprawdę miała na niego straszną OCHOTĘ. Kiedy ostatnio się widzieli? Coś przeszło kilka dni temu, a więc stanowczo zbyt długo musiała czekać na zaspokojenie z rąk Felixa. Ba, nikt inny nie sprawiał, że miała gwiazdy przed oczami!
Pan Humphreys zdecydowanie za bardzo rozpieścił swoją pannę Williams.
- Mmmm… nie drocz się ze mną - niemalże wyjęczała, ale zgodnie z poleceniem, nie otworzyła oczu - Bo będziesz żałował, Kotku.
Chloe
Roxanne daleko było do niewinnej - kiedyś, owszem, cechowała się pewną dozą słodkiego niedoświadczenia, zanim zaczęła sprzedawać własne ciało. Jakiekolwiek były tego pobudki, zamierzała trzymać je dla siebie, dlatego prowadzenie rubryki w Liberation okazało się idealnym pretekstem do uprawiania nierządu. Nikogo nie interesowała młodsza siostra dziewczyny, której przyszłość stała pod wielkim znakiem zapytania, bowiem ani zapijaczony ojciec, ani uzależniona od amfetaminy matka, nie mogli zapewnić jej godnych warunków. Mogła liczyć tylko na starszą siostrę, robiącą karierę w wielkim mieście. Ta część życia jasnowłosej, nikogo nie interesowała, a ona sama nie chciała, aby patrzono na nią przez pryzmat ubogiej osoby, którą sytuacja materialna zmusiła do takiej, a nie innej pracy. Spojrzała uważnym okiem na Felixa; niezrozumiały uśmieszek błąkał się po wydatnych, jakże pasujących do reszty twarzy ustach. Dlaczego miała wrażenie, że to świetny początek czegoś niemożliwego? Mężczyźni jego pokroju zawsze pozwalali skusić się na mały skok w bok i kto wie? Może pewnego dnia spotka go w Midnight?
OdpowiedzUsuń— Jest pan uroczy. Absolutny cukiereczek – stwierdziła w odpowiedzi, ruszając za wspomnianą Carol, która wkroczyła do gabinetu - poszło lepiej, niźli przypuszczała na samym początku, bo koniec końców otrzymała własny pokój, w którym mogła pracować, a co za tym szło, ktoś zaczął myśleć o niej, jak o dziennikarce, całkiem poważnie. Prawdopodobnie za jakiś czas stąd wyleci, oddając miejsce nowej stażystce, ale w tej chwili zamierzała z tego korzystać pełnymi garściami. Przez resztę dnia skutecznie ignorowała Felixa, wykazując się sporą samodzielnością podczas zbierania materiałów. Przed wyjściem z wydawnictwa, zapukała jedynie w dzielącą ich szybę i machając na pożegnanie, opuściła The Future.
W domu publicznym pojawiła się dokładnie o godzinie dwudziestej, zgarniając umówionego klienta od razu do pokoju. Nieoczekiwanie, pozornie niewinne igraszki zaczęły emanować odrobiną okrucieństwa, którego szczerze nienawidziła, a kiedy pocałunek składany na piersi zamienił się w ugryzienie, omal nie wyszła z siebie. Pozbywszy się uciążliwego klienta przy pomocy ochroniarzy, próbowała doprowadzić się do porządku, starając ocenić jak mocne było ugryzienie; wokół śladu zębów, pojawił się siniec, a wrażliwa skóra zaczęła krwawić. Ubierając się, nie mogła powstrzymać łez bezsilności, żalu i rozpaczy; chociaż nie była zwolenniczką alkoholu i unikała go, tym razem zeszła do baru, przysiadając na jednym z wysokich krzeseł. Zamówiwszy wódkę, poprosiła barmana o trochę lodu, by rwący ból nieco zelżał. Zaledwie zdążyła się minimalnie uspokoić, ocierając z kącików oczu resztki łez, kiedy dostrzegła w przeciwnym rogu nikogo innego, jak nowego szefa. Ten wieczór nie mógł być fatalniejszy. Jednak był, bo mężczyzna ruszył w jej kierunku, zajmując miejsce obok.
— Szczerze mówiąc, liczyłam na to spotkanie prędzej czy później, panie Humphreys, ale nie spodziewałam się go tego wieczoru. – chociaż nie próbowała być złośliwa, jej głos miał w sobie pewną nutę kąśliwości. – Czyżby pańska sympatia się spóźniała, że marnuje pan czas ze mną?
Roxanne Savagaar
Siedzieli dłuższą chwilę bez ruchu, bez słowa. Ich palce uścisnęły się, badały się wzajemnie, rozpoznawały i Chloe odnajdywała całą czułość, całe ciepło. Oczy powoli przyzwyczaiły się do ciemności, choć śliski materiał ocierał się nieprzyjemnie o skórę, o czym nie omieszkałaby mu wspomnieć, gdyby tylko w końcu przestał zasypywać jej usta rozlicznymi pocałunkami. W gruncie rzeczy cieszyła się jednak na szaloną inicjatywę Felixa z nutką nieskrywanego, acz subtelnego erotyzmu, jaki właśnie jej fundował. Tylko nagły kontakt pierwszego stopnia z wodą wywołał u niej szok i w pierwszej chwili wyraźne niezadowolenie, co okazała, marszcząc zabawnie nosek. Nie zamierzała mu popuścić i dlatego zamachnęła się ręką, chlapiąc ciepłą cieczą na wszystkie strony świata. Może i nic nie widziała, może i musiała zdać się na resztę zmysłów, ale były rzeczy, które dało się zrobić też z ograniczoną widocznością do zera. Zwłaszcza w dużej, wygodnej wannie.
OdpowiedzUsuńNie wiedzieć czemu Chloe zawsze nie mogła wytrzymać, kiedy Fe bawił z nią w kotka i myszkę. Dzięki tym niby wspaniałomyślnym gestom potrafił złamać jej silną wolę w przeciągu kilku minut, jeśli nie sekund. Bardzo dobrze widziała niesprawiedliwość tej sytuacji, że to szatyn musi każdorazowo trzymać kontrolę, że tylko on może jej dotykać(bo gdy sama się dotknie, to dla niego straszliwe uchybienie męskości), ale jego władczość naprawdę była do nie powstrzymania.
Brunetka doskonale czuła, jak materiał koronkowej bielizny nasiąka wodą, jak ciepła woda sięga jej kobiecości, wywołując przyjemne uczucie zwieńczone rozkosznym dreszczem. Automatycznie, a może całkowicie świadomie wyprężyła ciało, oblizując koniuszkiem języka kontur górnej wargi.
- Biorąc pod uwagę całą sytuacje - powiedziała trochę ochrypłym z pożądania głosem - To chyba pan mnie będzie musiał wykąpać, panie Humphreys, ponieważ ZDAJE SIĘ, że nagle oślepłam i nie wiem, co z tym fantem zrobić…
Chloe często lubiła wtrącać zabawne uwagi, niemniej faktycznie teraz całkowicie polegała na Fe. Unieruchomił ją do tego stopnia, iż wykonanie jakiegokolwiek ruchu graniczyło z cudem. Nie mogła go nawet pocałować!
Chloe
Wyhodowałam potwora - pomyślała Chloe. To stwierdzenie było przepełnione rozbawieniem. Po tym właśnie można poznać, że jej miłość do niego z każdym dniem rosła i wcale nie zamierzała maleć. Wszystko, co teraz odczuwała, sprowadzało się do niesamowicie silnego trzepotania serca, podniecenia i pragnienia oddania mu się w całości. Nigdy wcześniej, przy żadnym mężczyźnie nie zachowywała się podobne, choć za nim trafiła do domu publicznego, ilość jej kochanków oscylowała przy dolnej granicy, chwiejąc między jednym, a dwóch. Tak naprawdę brunetka z natury nie należała do rozwiązłych dziewczyn, które pchają się innym do łóżek. Wszystkiego nauczyła się w burdelu, gdzie pracowała już przeszło dwa lata. Fe o tym wiedział, w każdym razie kiedyś zdradziła mu trochę faktów podczas szczerej rozmowy. Rozmowy będącej wynikiem nagłego wybuchu zazdrości.
OdpowiedzUsuńŻałowała, że teraz nie może podziwiać muskulatury ramion kochanka, seksownego wyrazu jego oczu, napinających się mięśni, choć dzięki urwanemu oddechowi mogła się domyślić, iż jest już na skraju wytrzymałości tak jak ona.
Opaska na oczy idealnie spełniała swoją rolę. Chloe niemal natychmiast skoncentrowała się na silnych doznaniach, kiedy przez jej ciało przechodził raz po raz specyficzny prąd. Nie miała stu procentowej pewności czy zdoła wytrzymać w takiej pozycji; odwzajemniała szaleńczo pocałunki, jakby chciała go pochłonąć, robiąc od czasu do czasu przerwę na cichy pomruk, bądź jęk. Chloe niestety, a może niestety należała do grona tych głośnych dziewczyn, które lubiła prezentować światu własne intymne przeżycia.
Niby przypadkiem, uniósłszy na wodzie, otarła się pośladkami o wystające, sztywne przyrodzenie. Tak naprawdę od kilku sekund kąpiel zepchnęła na boczny tor.
Oddychała ciężej, a jej piersi i sterczące sutki łaknęły dotyku dłoni Fe. Nie wiedziała, co mogła zrobić by więcej. Naprawdę chciała już go w sobie poczuć, była na to przygotowana…
- Doprowadza mnie pan do szału, panie Humphreys - wydyszała, odrywając się na moment od jego warg z zadziornym uśmieszkiem - Chcę, żeby pan się ze mną kochał. A potem jeszcze raz, i jeszcze…
Chloe
Usta Chloe ułożyły się w pewne zaskoczenia i zachwytu „och!”, a ciało zawibrowało niekontrolowanie. Coś wybełkotała, odrzuciła głowę, ale ostatecznie resztką sił starała się nie dojść od samego dotyku. Fe był okropnym despotą! Doprowadzał ją na skraj wytrzymania, drażnił się, a potem znowu pozostawiał samej sobie, mimo że uczucie spełnienia jakie potem osiągali było faktycznie warte tych kilku chwil cierpienia. Czasem ich gry wstępne trwały znacznie dłużej, niemniej bywały wtedy odrobinę subtelniejsze, niż podczas dzisiejszej kąpieli.
OdpowiedzUsuńBrunetka również przeżywała ich moment połączenia na nieco innym poziomie niż fizyczny, bowiem wtedy w grę wchodziły intensywne uczucia, jakie do niego żywiła, a nie wyłączna, prymitywna żądza zaspokojenia. Niemniej miała momentami nieodpartą chęć zapytać czy inne dziewczyny, z którymi sypia też lubią bawić się w kota i myszkę. Najpewniej tak, kto wie czy nie są w te klocki lepsze od Chloe, bo pewnie Fe wybiera jedynie te z dużym doświadczeniem. Cóż, przynajmniej nie sypiał, z kim popadnie. Tego mogła być pewna.
On o tym nie wiedział, ale czasami w pokoju wspólnym słyszała różne przechwałki koleżanek. Głównym tematem była długość jego przyrodzenia i to, co potrafi zrobić językiem!
Do dziś właściwie nie wiedziała, dlaczego wybrał i ją. Przeciętną brunetkę z mnóstwem kompleksów, która na początku swojej burdelowej kariery chowała się po kątach, zamiast stawić czoła rzeczywistości. Nie, nie była słabeuszem, szybko przystosowała się do zmian i nigdy nikomu nie płakała w ramię. Po prostu brała los na swoje barki, ale jednocześnie nie przesadzała w udawaniu silnej i niezłomnej.
Chloe zacisnęła uda i poruszyła kusząco biodrami, tak, aby zmusisz szatyna do konkretniejszego działania. Jej kobiecość pulsowała boleśnie wilgotna i odpowiednio przygotowana na przyjęcie Fe. Mruczała, niczym rasowa kotka, ale on nadal nie przestawał się droczyć. Cholernik miał w sobie mnóstwo samozaparcia. Kiedy przyjdzie jej kolej na sypialnianym łóżku, na pewno odpowiednio się nim zajmie.
- Fe - wyszeptała niemalże błagająco, zapominając o swojej dumie. Bała się powiedzieć, że już dłużej po prostu nie wytrzyma - Weź mnie. Proszę.
Wszystkie lustra zaparowały. W pomieszczeniu nagle zrobiło się strasznie duszno za sprawą niepohamowanego podniecenia dwójki ludzi.
Chyłkiem jedną wolną dłonią, niespostrzeżenie i na wyczucie chwyciła go za gumkę przemoczonych bokserek.
Chloe
Bycie stażystką to przechlapana sprawa – nie tylko z powodu natłoku obowiązków, których nie chcą podejmować się inni, uważając je za mało pasjonujące czy ciekawe, ale przede wszystkim z powodu facetów próbujących wbić się pomiędzy kobiece nogi. Po późniejszym czasie, nawet najtwardsze sztuki spośród stażystek, pragnące jednak pozostać w miejscu pracy, godziły się niemal na wszystko, byleby zamienić staż na etat. Z nią sprawa wyglądała z goła inaczej – zależało jej na zagrzaniu miejsca w The Future, ale zamierzała walczyć o etat zupełnie czystymi sposobami, choć w oczach innych zawsze będzie wyglądało to jednoznacznie. Opierając podbródek na dłoni, obróciła głowę w stronę swego towarzysza; spotkanie prędzej czy później, musiało mieć miejsce w domu publicznym, pomiędzy śmiejącymi się biznesmenami, a kuszącym, skąpo odzianymi kobietami gotowymi obdarować ich na paroma godzinami rozkoszy.
OdpowiedzUsuń— Mam zajęty karnecik na tan wieczór i wszystkie pozostałe – stwierdziła butnie, upijając łyk wódki; skinęła barmanowi głową, aby ponownie wypełnił szklaneczkę alkoholem po czym odwróciła wzrok na swojego nowego pracodawcę, uśmiechając się arogancko. Zamierzała trzymać się od tego faceta z daleka, ale jak to zrobić, skoro siedział tuż obok, kusząc ją swymi przenikliwymi oczyma i przyjemnym uśmiechem? Musiała wykazać się całymi pokładami silnej woli. – Nie powiem, że nie podnosi pan standardu tego lokalu, ale zastanawiam się czy zniesie pan odmowę po męsku? Kieruję się starym porzekadłem, że nie warto maczać pióra w biurowym kałamarzu. Nawet, czy może szczególnie, dla pana – dodała nieco zbyt prowokująco, unosząc jedną z brwi do góry i całkiem nieświadomie, wypinając klatkę piersiową. Nie przypuszczała, iż Felix posiada specjalną kartę pozwalającą mu na nieograniczone korzystanie z usług każdej prostytutki na terenie Midnight; mógł z nią zrobić praktycznie wszystko, a ona zapomniała o przeklętej karcie uniemożliwiającej odmowę. Bo nie miała tego wieczoru ochoty na jakiekolwiek igraszki; jej pochmurny nastrój wręcz emanował z zaciśniętych, wydatnych warg. Wciąż trzymała lodowy wkład na swojej lewej piersi, ciesząc się z faktu, że ból troszeczkę zelżał na sile. Zgrabnie założyła nogę na nogę, odsłaniając fragment szczupłych ud opiętych materiałem krwistej, koronkowej sukienki; usiadła bokiem, doskonale wiedząc w jaki sposób najlepiej podkreślić atuty swojego ciała. Wreszcie zmusiła się do odwrócenia wzroku, pod pozorem poszukiwania klienta; André zniknął dobre dwa tygodnie temu, chociaż powinien wrócić po tygodniu z konferencji, ale do tej pory nie pojawił się w Midnight. Jasnowłosa nie rozumiała tego nieracjonalnego do klienta, nie rozumiała dlaczego cieszy się za każdym razem, kiedy widzi go w swoim pokoju, a świadomość bycia od niego zależnym, przerażała ją. – które dziewczyny lubi pan najbardziej? – spytała, zdając sobie sprawę, że jeszcze nie rozszyfrowała preferencji pana Humphreys'a.
Roxanne Sagavaar
Chloe zachowała się tak, jak wiele innych kobiet zachowałoby się na jej miejscu: postanowiła zasztyletować Felixa wzrokiem. Sama nie wiedziała, dlaczego, ale naszła ją okropna chęć zemsty na szatynie za rozpalenie do granic wytrzymałości i pozostawienie samej sobie w najbardziej kulminacyjnym momencie doznań. Była pewna, że jeszcze zmusi go do kajania się na klęczkach, ponieważ ta zniewaga przeważyła szalę gniewu! Z buńczuczną miną stanęła na beżowym ręczniku, woda ściekała z wszystkich części jej ciała, a pełne wargi zostały wydęte w wyrazie niezadowolenia. Oj, będzie jeszcze tego żałował! W głowie brunetki właśnie zaświeciła się żółta żarówka, ale nie dała po sobie poznać, że coś knuje, wręcz przeciwnie, pozwoliła mu się powycierać, jak zawsze po kąpieli i dopiero wykorzystując chwilę całkowitego skupienia u szatyna, kopnęła go mocno w kostkę, i owinięta puchowym materiałem zwiała do sypialni, zamykając drzwi na klucz.
OdpowiedzUsuńCo jak co, ale biegać umiała naprawdę szybko, dodatkowo była znacznie niższa i drobniejsza od Fe, więc bez problemu wyślizgnęła się z jego objęć. Choć nadal czuła się przede wszystkim niezaspokojona, to jednak duma okazała się ważniejsza.
Była święcie przekonana, że mężczyzna za nią przybiegnie. I kwestią czasu okazało się szaleńcze dobijanie do drzwi. Chloe niemal roześmiała się złowieszczo, bowiem już wyobrażała sobie jego rozwścieczoną, zdezorientowaną buźkę. Rzecz w tym, że naprawdę ją to bawiło. Pierwszy raz go wykiwała. I niemal na starcie polubiła to uczucie.
- Dzięki! Sama sobie poradzę bez Ciebie - krzyknęła w kierunku drzwi.
Stopą uderzyła w kartonowe pudełko obok szafy. Schyliła się, wywlekła je, otwarła i patrzyła w skupieniu na zawartość: kilkanaście erotycznych gadżetów, za którymi nie przepadała, ale dla których mogła się poświęcić w imię własnego honoru.
- Możesz co najwyżej posłuchać - dodała już nieco bardziej kokieteryjnie.
Pozostawał tylko jeszcze jeden haczyk: Fe na pewno miał zapasowy klucz. Czy zatem ucieczka oknem przed karą wchodziła w grę?
Chloe
- Niestety, nie… Jestem grzeczna aż do bólu. Mam wiele wad, ale pan, panie Humphreys jest ślepy. Czuję, kiedy robię coś dobrze, a kiedy źle. Nie znoszę obojętności w stosunku do siebie. Zniewaga boli, wie pan?
OdpowiedzUsuńŚledziła wzrokiem jego reakcje i myślała o lukach w prawie idealnym planie zemsty. Przyjmijmy, że Chloe właśnie miała ochotę popukać się w czoło. Znowu wyszło na jego, bo kociątko chciało zamienić się w kocice, a że było zbyt nieporadne, po raz kolejny przemiana nie doszła do skutku. Dosłownie.
Tym razem Chloe po prostu się poddała bowiem straciła wszelki zapał do ucieczki, kiedy Fe przygwoździł ją swoim ciężarem ciała do łóżka, unieruchamiając też dłonie. Przy dobrych wiatrach od czas do czasu wierzgała nogami. Jakaś cząstka niej chciała jeszcze walczyć, jednak bez większego skutku, ponieważ szatyn w końcu postawił na swoim. Gdzieś tam, podświadomie, wyczuwała naprężoną męskość unoszącą się na wysokości podbrzusza i to z kolei sprawiło, że jęknęła przeciągle, ponownie wilgotniejąc. Co zaś się tyczy urażonej damskiej dumy…
W przypływie entuzjazmu Chloe parsknęła śmiechem.
- Uwielbiam pana pocałunki, panie Humphreys - zawyrokowała z rozmarzonym wyrazem oczu - Ma pan takie miękkie wargi… - kontynuowała.
Wbrew pozorom nie ocierała się już o niego prowokująco, czekała aż straci cierpliwość i w końcu sam ją wypełni bez droczenia się. Swoją drogą, zupełnie nie spodziewała się, że tak szybko znajdzie kluczyk, i że w ogóle go znajdzie! Mógł przecież dać jej nauczkę i olać sprawę. Najwidoczniej jednak głęboko zakorzenione instynkty wzięły górę nad rozumem mężczyzny. Sama ledwo co nie zwariowała. Chloe musiała przyznać, że długo nie zapomni tej kąpieli. Felix pewnie też.
Z uśmieszkiem rozbawienia leżała na plecach i podziwiała sufit, czasami tylko wyciągając szyję, aby ułatwić mu dostęp, naprzemiennie próbując zignorować błagania piersi o dotyk męskich dłoni.
- Hm. I jak panie, Humphreys? - niemalże wychrypiała - Dojdziemy do konsensusu?
Chloe
Chloe spędziła prawie wszystkie weekend z Felixem i zauważyła, że coraz bardziej się od niego uzależnia, i w coraz większą paranoje popada, chcąc go zatrzymać tylko dla siebie. Ale przede wszystkim - nie wyobrażała sobie już życia bez niego. Oboje stanowili trochę niecodzienną parę, już pomijając ośmioletnią różnicę wieku, która nie była jakąś wielką przeszkodą, a tylko zdawała się podkreślać, że w związku ważniejsze jest wzajemne porozumienie od daty narodzin. Tak naprawdę dopóki kochała Fe, takie głupoty nie miały dla niej znaczenia.
OdpowiedzUsuńNie lubiła oceniających spojrzeń koleżanek z The Midnight, które zdawały się mówić: „On prędzej czy później zostawi cię, dziewczyno. Takich jak ty ma na pęczki. Dzisiaj jest z tą, jutro będzie z tamtą. A gdy mu się znudzisz - po prostu odstawi cię na półkę, jak zużytą zabawkę. Uciekaj, bo będziesz cierpieć. Uciekaj, bo udławisz się gorzkimi łzami”. No tak, tyle że Fe niczego jej nie obiecywał. Nie było zapewnień o dozgonnej wierności ani o wspólnej przyszłości.
Wrażenie wewnętrznej pustki było zawsze przelotne i rozwiewało się w przeciągu wieczora, gdy Fe otaczał ją swoimi ramionami, dając pozorne uczucie bezpieczeństwa. Chloe musiała bowiem przyznać, że w niczyich ramionach nie czuła się tak pewnie, jak właśnie w ramionach ukochanego mężczyzny.
Brunetka również nie lubiła żadnych udziwnień w ich życiu łóżkowym, co nie znaczyło, że czasem nie trafiły się jakieś kajdanki. Bo się trafiły. I o ile mogła je zaakceptować, tak tych atrybutów przynoszących dyskomfort i ból - ani trochę. Klienci czasem naciskali ją na użycie swoich perwersyjnych metod zabaw, lecz zawsze stanowczo odmawiała. Wiele razy kłóciła się przez to z danym delikwentem, ale wystarczyło postraszenie ochroną, by sobie odpuścił.
- To dobrze, panie Humphreys… - zdołała wymruczeć, oplatając ramiona wokół jego szyi. Nie przepuściła też okazji by złożyć na rozchylonych wargach namiętny pocałunek, bowiem pragnęła bliskości Fe w każdy możliwy sposób. Uśmiechnęła się i wprawiła biodra w ruch. Chciała, żeby znalazł się w niej cały! Podniecenie sięgała zenitu, Chloe wręcz bała się, że skończy za szybko, jednak póki co skupiła się na tu i teraz. Pojękiwała cicho, serce biło w oszalałym tempie, wzrok zachodził przyjemną mgłą.
- Fe! Mocniej - popatrzyła mu prosto w oczy, jednocześnie oplatając go ciaśniej udami w biodrach. Teraz miała ochotę na ostry seks, jakby te kilka dni odwyku od szatyna były wiecznością. Może potem spróbują czegoś delikatniejszego.
Chloe
[Masz może pomysł jak zacząć wątek? Bo u mnie to kiepsko z pomysłami i mam totalną pustkę w głowie, jeśli chodzi o wymyślanie. :D]
OdpowiedzUsuńVictoria